Smartwatch Maxcom FW42 | recenzja

Trzy tygodnie temu wspominałam Wam o smartwatchu idealnym dla kobiet. Ba, nawet wspomniałam, że mimo swojej niechęci do koloru złotego, mogłabym taki mieć. Bo nie dość, że bardzo ładny, to w końcu coś większego od Mi Banda, do którego przywykłam, a ten lekko mi się znudził i zostawił odciśnięty ślad na nadgarstku w miejscu czujników. I wiecie, co się stało? Dokładnie w Dzień Dziecka smartwatch Maxcom FW42 pojawił się u mnie. Od razu wpadł mi w oko, a o tym, jak się sprawuje, napiszę Wam właśnie teraz.


Maxcom FW42 Gold to urządzenie, które charakteryzuje się klasycznym, eleganckim designem. Nie ma co ukrywać, że kobiety właśnie tym kierują się przy wyborze zegarków (niekoniecznie tych smart). W tym miejscu przypomnę, że cechy te stanowią elementy wyróżniające dla nowej serii Maxcom Style, której model FW42 Gold jest pierwszym reprezentantem. Zegarek oferuje wysoką klasę odporności na pył oraz wodę – IP68, a do tego posiada aż 4 różne tarcze do wyboru. Każda z nich jest wyjątkowa. Wręcz można się w nim zakochać od pierwszego założenia na nadgarstek.

Nie mogę również zapomnieć o tym, by powiedzieć kilka słów o samej firmie Maxcom. Jest ona nowoczesnym, dynamicznie rozwijającym się przedsiębiorstwem, które zajmuje się produkcją oraz ciągłym udoskonalaniem urządzeń telekomunikacyjnych. Głównie chodzi o smartfony, telefony wzmocnione typu Strong, głośniki bezprzewodowe, smartwatche, smartbandy i hulajnogi elektryczne.

Dane techniczne

Smartwatch oferuje nam kilka możliwości monitorowania swojego organizmu. Zaliczamy do nich:

Oprócz tych funkcji urządzenie Maxcom FW42 Gold umożliwia zdalne sterowanie muzyką oraz zdalne robienie zdjęć (działa!). Gdyby tego było mało, jak na każdy inteligentny zegarek przystało, FW42 wyposażono również w:

Producent informuje, że zegarek na jednym ładowaniu powinien działać 5-7 dni, na baterii Li-ion 180 mAh. Do dyspozycji otrzymujemy ekran dotykowy TFT 1.09” i 240×240 px. Urządzenie łączy się ze smartfonem za pomocą bluetooth 5.0 i dedykowanej aplikacji F Fit. Jak sprawuje się w praktyce? O tym już za moment!

Zawartość opakowania

Nie od dziś wszyscy wiedzą, że jestem dużym dzieckiem i ten stan nigdy nie ulegnie zmianie. Kiedy w Dzień Dziecka do Twoich drzwi puka kurier – już wiesz, że będzie to udany wtorek. Maxcom FW42 Gold nawet w pudełku prezentuje się znakomicie. Początkowo aż żal było mi go z niego wyciągać. Od razu wiedziałam, że w krótkim czasie pojawią się (chcąc nie chcąc) na nim pierwsze drobne zarysowania, które powstaną, nawet nie wiem kiedy.

Po otwarciu pudełka naszym oczom ukażą się:

Aplikacja F Fit + powiadomienia z aplikacji

O ile samym designem zegarka możemy się długo zachwycać, tak aplikacja pozostawia już na dzień dobry wiele do życzenia. Po uruchomieniu zegarka menu będzie w języku angielskim. Dopiero po synchronizacji z telefonem, menu zmieni się na język polski. Pobranie aplikacji jest możliwe dzięki zainstalowanemu kodowi QR w zegarku, na kodach zamieszczonych na pudełku oraz poprzez wpisanie samej nazwy w sklep Google lub App Store. I to właśnie w tym miejscu zaczyna się robić zabawnie (a to dopiero początek).

Tłumaczenie samej aplikacji, delikatnie mówiąc, wymaga jeszcze ogromu pracy. Momentami długo zastanawiałam się, o co chodzi, a raczej, dlaczego efekt końcowy wygląda tak, a nie inaczej. Oczywiście, zanim pojawi się możliwość skorzystania z niej, musimy założyć konto i ustalić limity. Już na tym etapie można zauważyć, że z tłumaczeniem coś jest nie tak. Zamiast opisywać co jak działa, po prostu zaspamuję to miejsce zrzutami. Dodam jedynie, że wygląd samej aplikacji nie zachwyca.

Jak możecie zauważyć, prezentacja danych z zegarka nie prezentuje się najlepiej, do tego dodajmy kiepskie tłumaczenie. Podczas kilku danych pobranych jednego dnia, powinien się pojawić wykres. Raz się pojawi, a raz nie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że powiadomienia z aplikacji nie działają. Pojawiają się na zegarku tak, jak się im podoba. Należy albo odblokować telefon, albo mieć go ciągle podłączony do ładowania. Mimo wielu minut spędzonych na ustawieniach i aplikacji cały czas działającej w tle – powiadomienia na zegarek przychodzą przez pierwsze 3 sekundy po zablokowaniu telefonu, a następnie nie ma ich wcale. I nic nie można na to zaradzić.

Po odblokowaniu telefonu zegarek wariuje od wibracji, bo wszystkie powiadomienia spływają jednocześnie. Bez względu na to, czy chodzi o wiadomości, czy o powiadomienia z aplikacji. Kiedy ktoś do mnie dzwoni, zegarek losowo pokazuje o tym informację. Nie wyświetlają się również emotikony. Smutno, bo bardzo mi na tym zależało.

Sterowanie, ustawienia zegarka

Samo sterowanie i obsługa smartwatcha Maxcom FW42 Gold jest intuicyjna. Zegarek wybudzamy przyciskiem z prawej strony – ukazuje się nam wtedy ustawiona przez nas tarcza. Przesuwając w dół, otwieramy szybkie menu, w którym sprawdzimy stan naładowania baterii, czy zegarek jest połączony z telefonem, szybkie przejście do ustawień, czy tryb nocny jest aktywowany oraz ustawienia jasności. Nie brakuje również dokładnej daty. Przesuwając w prawo, przejdziemy do wiadomości. Smartwatch zapamiętuje jedynie trzy ostatnie powiadomienia (niewiele, lepsze to niż nic, choć i tak nie działają poprawnie). Kiedy przesuniemy w lewo, będziemy mogli sprawdzić ilość kroków, zmierzyć tętno, zobaczymy, ile godzin spaliśmy minionej nocy, oraz funkcja dla kobiet – jaki mamy dzień cyklu. Wykonując gest przesunięcia w górę, docieramy do wszystkich dostępnych funkcji zegarka. I to by było na tyle. Szybko, prosto, bezproblemowo. Lubię to.

Design na 6tkę!

Jest coś, czym ten zegarek bardzo się broni. Mianowicie chodzi o jego wygląd. Zakochałam się w nim od razu. Siatkowa bransoletka została wykonana ze stali nierdzewnej. W połączeniu z subtelnymi tarczami zegarka (które są interaktywne), całość wygląda obłędnie. Maxcom FW42 Gold posiada klasę odporności na pył oraz wodę – IP68. Myję w nim naczynia, miałam okazję korzystać z niego podczas deszczu i nic się z nim nie dzieje (jak do tej pory), więc potwierdzam.

Zegarek idealnie komponuje się z dresami, legginsami, koszulą, sukienką (tak, zdarzyło mi się, nie oceniajcie), a nawet piżamą i bluzą 7 rozmiarów za dużą. Gdyby jego design był tak zadowalający, jak powiadomienia z aplikacji (bardzo mnie to boli), byłabym w stanie przyznać, że jest to smartwatch idealny dla każdej kobiety. Nawet tatuaże wyglądają z nim mniej bandycko. Osobiście do gustu przypadła mi tarcza imitująca działanie zwykłego zegarka. Przyznaję również, że graficznie wszystkie elementy prezentują się całkiem dobrze i duży plus za obramowania (mimo że nie jestem fanką różu).

Napis „For all gorgeous ladies. Encounter elegance. Demonstrate your wisdom and beauty” od spodu zegarka poprawia humor. Bezwzględnie. Z cyklu drobiazg, a cieszy.

Ładowanie smartwatcha Maxcom FW42 Gold

Producent podaje, że nasze urządzenie powinno działać od 5 do 7 dni na jednym ładowaniu. I to by się zgadzało. Przy stałym połączeniu z telefonem, mocnymi wibracjami podczas powiadomień, sprawdzania tętna itd. zegarek ponownie ładowałam po tygodniu. Gdyby powiadomienia działały odpowiednio, czas zapewne mógłby się skrócić. Na czas działania zapewne wpływać będzie również regularne korzystanie z trybów sportowych.

Ładowanie smartwatcha jest bardzo niewygodne. Polega ono na podłączeniu magnetycznej ładowarki do czujników zamontowanych w urządzeniu. Problem polega na tym, że kabel jest bardzo krótki, a każde, nawet najmniejsze poruszenie zegarka może ukończyć się tym, że ładowarka nie będzie stykała z blaszkami. Rezultat będzie wtedy taki, że zostaniemy z nienaładowanym zegarkiem. Uciążliwe, jednak można się przyzwyczaić. Naładowanie baterii do pełna trwało jakieś 3 godziny (możliwe, że się pomyliłam, bo tracę poczucie czasu kiedy gram).

Opcje treningu (tryby sportowe)

Nie każdy może uprawiać taki sport, jaki by chciał. Wbrew przekonaniu, że tworzenie w czasach pandemii „prowizorycznych siłowni domowych” jest śmieszne i kiepskie, to osobiście znam masę osób (w tym siebie), które podczas lockdownu SCHUDŁY. I nawet taki zegarek jak Maxcom FW42 Gold może w tym pomóc. Do wyboru mamy 6 trybów sportowych:

Biorąc pod uwagę stan swoich kolan, postanowiłam korzystać jedynie z trybu „spacer”, aby nie zostać jeszcze większą kaleką. W pełnym słońcu na zegarku niewiele zobaczymy, jednak informacje nie są całkowicie nieczytelne. Na zdjęciu udało mi się uchwycić to, co najważniejsze i to w dobrej jakości. Oczywiście o zrobieniu zdjęcia po spacerze kompletnie zapomniałam, na całe szczęście w aplikacji pojawiły się wszystkie informacje. Ile w nich prawdy? To już musicie ocenić sami.

Porównanie – Maxcom FW42 Gold vs. Mi Band 4

Nie mogłam się powstrzymać, by nie sprawdzić różnicy w ilości kroków, dystansie i spalonych kaloriach po całym dniu na dwóch urządzeniach. Mi Band 4 musiał odstąpić miejsca designerskiemu smartwatchowi Maxcom FW42 Gold. Zanim jednak to nastąpiło, udał się na ostatnią, bardzo ważną misję.

Idąc na przystanek, z dworca do pracy, z pracy na dworzec i z przystanku do domu, pokonuję dystans ok. 6 km dziennie. Dodając do tego chodzenie po schodach w biurze (kiedy winda tylko na mnie patrzy), bieganie po domu i inne tego typu rzeczy, z łatwością nabijam 10k kroków bez dodatkowej aktywności. Co twierdzą zegarki?

Zdania mają podzielone. Mi Band twierdzi, że kroków, jak i dystansu nabiłam więcej, z kolei Maxcom FW42 Gold uważa, że spaliłam więcej kcal, niż sugeruje opaska. Należy mieć na uwadze fakt, że oba urządzenia mają jakiś swój próg błędu. Pozostaje jeszcze pytanie, które z nich jest bliżej prawdy i rzeczywistych wartości z pomiarów?

Podsumowanie

Cóż mogę powiedzieć. Smartwatch Maxcom FW42 Gold ma swoje plusy i minusy. Do plusów z pewnością mogę zaliczyć design, w którym absolutnie się zakochałam, jakość wykonania (na wysokim poziomie), cenę (za egzemplarz zapłacimy 299 zł), znakomite tarcze zegarka, które z wyświetlaczem i animacjami tworzą doskonałą całość oraz funkcje z powiadomieniami o tabletkach itd. Na plus mogę również zaliczyć tę kobiecą funkcję dotyczącą śledzenia cyklu menstruacyjnego. Bo dzięki niej wiem, kiedy mniej więcej mogę się spodziewać potopu z Morza Czerwonego i nie muszę odpalać do tego osobnej aplikacji. A jeżeli wibracje zegarka są w stanie wybudzić Was ze snu, to z tym modelem na bank nie spóźnicie się do pracy.

Czas jednak na minusy, które, niestety, urządzenie również posiada. Sposób ładowania zegarka jest bardzo niewygodny. Osobiście ładuję go po podłączeniu ładowarki do laptopa, bo z gniazdka nie sięga. Do tego ładowarka jest magnetyczna i niewiele trzeba, by zegarek przestał się ładować – wystarczy delikatnie nim ruszyć, nawet z przypadku. No i największy mankament – powiadomienia z aplikacji oraz aplikacja F Fit. Powiadomienia nie pojawiają się na zegarku, no chyba że korzystamy z telefonu. Skoro z niego korzystamy, to po co nam powiadomienia na zegarku? Sama aplikacja F Fit wygląda, jakby ktoś przetłumaczył ją w translatorze Googla. Przykro, bo ten zegarek mógłby sporo namieszać na rynku.

Mimo wszystko jestem z niego zadowolona i Mi Band na długo odejdzie w zapomnienie. Robi mi się jedynie przykro, że mój „eknięty” pies wyskoczył na mnie i zębiskami spowodował mikrorysy na wyświetlaczu.

Jeżeli bardziej zależy Wam na wyglądzie niż na powiadomieniach z aplikacji – kobietki, proszę się nie zastanawiać.

Niby złoty, a skromny.

Dziękujemy firmie Maxcom oraz Rumour za możliwość testów urządzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *