Obiecujący trailer Mortal Kombat

Dokładnie dwa tygodnie temu, 18 lutego fani Mortal Kombat (w tym ja) mogli w końcu zobaczyć długo wyczekiwany trailer filmu. Będzie krwawo, nie zabraknie charakterystycznych dla postaci ciosów. Z racji kategorii R, nie polecam włączać tytułu jako fajny film na dobranoc swoim dzieciom. Poza krwawą brutalnością pojawi się również ktoś, kogo nie znamy z gier. Czy to dobrze?


Mortal Kombat pierwszy raz został przeniesiony na wielkie ekrany w 1995 roku. Po raz kolejny pojawił się dwa lata później w tytule Mortal Kombat: Annihilation. Gdyby tego było mało, w latach 1998-1999 powstał również serial Mortal Kombat: Conquest. Żeby było zabawniej, filmy znam na pamięć, a serial jedynie wyrywkami. Pamiętam, że kilka lat temu zaczęłam mówić na głos, że chciałabym zobaczyć, jak teraz wyglądałby ten film. Z tymi możliwościami i efektami specjalnymi, jakie można aktualnie uzyskać. Najwyraźniej moje modły zostały wysłuchane, skoro w kwietniu tego roku na ekranach kin pojawi się zupełnie nowa odsłona.

Postacie, bez których film nie mógłby powstać

Oczywiście, że brakuje wielu kultowych postaci, które kojarzą się z tytułem. Jednak moim skromnym zdaniem, nie da się upchnąć wszystkich na raz w tak krótkim czasie. Podczas seansu umilą nam czas ulubieńcy:

Jeżeli zwrócicie uwagę, zauważycie, że wymieniłam postacie w kolejności od lewej do prawej, według wyżej wstawionego obrazka. Znacie aktorów, znacie role, możecie zobaczyć, jak będą się prezentować.

Cole Young, skąd on się wziął?

No właśnie. Wielka była frustracja niejednej osoby, która zaczęła się zastanawiać, skąd ta postać w ogóle się wzięła. I przede wszystkim, po co. Według oficjalnej informacji od twórców filmu jest to całkowicie nowy człowiek w tym świecie. A do tego zawodnik MMA. Haczyk polega jednak na tym, że podczas oglądania najnowszego Mortal Kombat, mamy śledzić historię z jego perspektywy. Cała fabuła będzie się opierała nie tylko na kultowym turnieju i walce o królestwo Ziemi. Dostaniemy tak naprawdę solidną genezę popularnego od lat konfliktu Scorpiona z Sub-Zero. Bo kto śledzi wątek fabularny w grach, ten wie, że Sub-Zero wiele lat wcześniej zabił rodzinę Scorpiona. Jeżeli nic Wam nie świta, warto wrócić do poprzednich gier z tej serii i przejść tryb fabularny – osobiście tryb ten w MK11 jest cudowny. Przypomnienie sobie oryginalnej historii będzie nie tylko przygotowaniem do filmu, ale odświeżeniem informacji, skąd się to wzięło.


Producent Todd Garner wyjaśnił, skąd wziął się nasz nowy bohater:

„Nakręciłem wiele filmów w swojej karierze. Zmartwienie podczas produkcji pojawiło się, kiedy oczekiwania dotyczyły jednej rzeczy – wszystko ma przypominać znaną milionom ludzi na świecie grę wideo. Niestety, nie mogliśmy w niej zbytnio utknąć. Wtedy wręcz trzeba zignorować resztę świata. Muszę szczerze przyznać, że nie każda osoba na świecie zna tę grę”- powiedział Garner.

„Potrzebowaliśmy więc punktu zaczepienia, by każdy mógł wczuć się w fabułę filmu, ale w taki sposób, by nie zapomnieć o żadnym z kanonów tej znakomitej gry. Musieliśmy uważać, by nie ingerować za bardzo w indywidualne historie postaci. Po prostu potrzebowałem kogoś, kto przyjdzie i spotka się ze wszystkimi wojownikami, a przy tym pomoże innym oglądającym odnaleźć się w historii.”

Pozostaje nam czekać

Reboot kultowego Mortal Kombat wyreżyserował Simon McQuoid. Film zobaczymy nie tylko na ekranach kin (o ile nas znów nie pozamykają na amen), ale również na HBO Max (które w naszym kraju pojawi się w drugiej połowie roku). Trailer pozostawił na ustach fanów wiele pytań. Ja zostałam nim oczarowana. Mimo to również zastanawiam się, jak spisze się nasz zupełnie nowy bohater. Jest jeszcze jedno pytanie, które mam gdzieś z tyłu głowy. A mianowicie… Czy powstanie druga część, w której zobaczymy wojowników nieobecnych w tym filmie…?

Tymczasem pozostawiam Was z oficjalnym trailerem od Warner Bros. Pictures i obiecuję nie robić nikomu brutality.


Zobacz też:
Mortal Kombat 11: blaski i cienie | recenzja
„Choose Your destiny!” historia Mortal Kombat
Mortal Kombat 11: Aftermath – rozszerzenie pełne niespodzianek | recenzja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *