Audiobooki, ekranizacje i emocje

Książka jest lepsza niż film (poza „Imieniem róży”, jak mawiają niektórzy). Ale od książki, która jest lepsza niż film, jeszcze lepsza jest audioksiążka. Bo, po prostu, audiobooki wywołują emocje.

Storytelling

Zacznę nietechnologicznie: ludzie od zarania dziejów opowiadali sobie historie. Kobiety (!) w tak zwanych społeczeństwach pierwotnych często odgrywały rolę bibliotek i archiwów – przechowywały dzieje danej wioski czy rodziny. Opowiadały te historie w kółko, przekazywały je z pokolenia na pokolenie, mówiąc, bo przecież pisać nie umiały. I tak słowo mówione – lub inaczej: opowiadanie historii – znalazło się w naszym społecznym DNA, choć sami dzisiaj już historii nie opowiadamy.

Dla wielu słuchanie opowieści wiąże się z rodzicami, którzy na dobranoc czytali nam na głos książki czy opowiadali bajki. Mój tata na przykład opowiadał mi bajki o polskich królach i egipskich faraonach, dlatego później studiowałam historię.

Czy audiobooki wywołują emocje?

Podobno – i tu powoli przechodzę do technologii – słuchanie audiobooków wywołuje większe emocje niż oglądanie filmów. Badania na ten temat zleciło Audible, audiobookowa platforma Amazona, a przeprowadził zespół z UCL pod kierownictwem dr. Josepha Devlina, żeby sprawdzić, co wolimy: słuchać książki czy oglądać ich ekranizacje. 

Do badań wybrano klasykę, między innymi fragment „Gry o tron” – ścięcie Neda Starka (sorry za spoiler dla tych, którzy nie wiedzą o jego śmierci) nagrany, oświadczyny pana Darcy’ego przyjęte przez Elizabeth Bennet z „Dumy i uprzedzenia”, opis bestii po raz pierwszy widzianej z „Psa Baskerville’ów” i inne.

Część wyników znajduje się w poniższym filmiku zamieszczonym na YouTube, gdzie można także odsłuchać pierwszy ze wspomnianych fragmentów (po angielsku).

 

Warto się z nim zapoznać choć częściowo – skaczące wykresy informują, jak reagowali uczestnicy badań w czasie słuchania książki i oglądania ekranizacji. Co ciekawe, badani zarzekali się, że woleli ekranizację, nie audiobook, ale ich ciała mówiły coś innego. 

Kierujący zespołem twierdzi, że przyczyną takiej a nie innej reakcji fizjologicznej, jest konieczność uruchamiania wyobraźni przy słuchaniu nagrania, czego nie trzeba przy oglądaniu. To samo mawiało się za moich lat dziecinnych o czytaniu vs. oglądaniu ekranizacji, czyli wiedza ludowa poniekąd została potwierdzona poważnymi badaniami z zakresu psychologii poznawczej. 

Technologia słuchania

Zostawmy Audible, zespół z UCL na boku. Skupmy się na audiobookach, bo przecież to #smartkultura – czyli kultura i technologia. Stawiam pytanie, jak słuchamy audiobooków, o ile, oczywiście, ich słuchamy? To ten moment, w którym zachwycam się współczesną technologią. Pamiętam bowiem jeszcze, jak książek słuchałam z czarnych płyt, które trzeba było w połowie opowieści przekładać na drugą stronę. Albo dzwoniło się na specjalny numer telefonu, gdzie codziennie można było odsłuchać jedną bajkę. W kółko jedną – dodzwaniało się w dowolnym momencie opowieści.

A teraz jest absolutnie cudownie: kupuję audiobooki w necie, importuję je na telefon i z nimi w uszach chodzę, gotuję, sprzątam, uprawiam Nordic Walking i jogging. Wolę słuchać książek niż muzyki przy takich aktywnościach. Zdarza mi się wybuchnąć głośnym śmiechem na środku ulicy, zdarza się też rozpłakać. Dzisiaj płakałam ze śmiechu w piekarni, bo akurat w powieści Marka Hłaski „Wilk” trafiłam na piosenkę: „Mówiła ciocia Zosi, że bocian dzieci nosi, niech ciocia nie buja, bo bocian nie ma…”. No jak się tu nie śmiać i jak chleb kupować?  

A jednak emocje…

Może to jest faktycznie „po prostu” wyobraźnia (ironia zamierzona). Ja się jednak skłaniam ku innemu wyjaśnieniu, zastanawiając „dlaczego” słuchane książki nas angażują silniej niż obrazki przedstawiające te same słowa. To to, o czym pisałam na początku, emocjonalny związek wielu z nas wyniesiony z cowieczornego czytania na głos z rodzicami – słuchanie książek ma dla nas automatycznie wymiar sentymentalny i przez to wszystkie uczucia będą silniejsze. I to nasze społeczne DNA, wiążące nas z opowiadaniem historii wywodzącym się z czasów, gdy dbały o to nasze pra-prababcie. Pewnie, są jeszcze inne istotne czynniki – głos lektora, sposób czytania, interpretacja tekstu, które także mają wpływ na to, jak odbieramy czytaną książkę Pytanie, jak one wpływają, pozostawiam naukowcom, chętnie o tym napiszę!

Tak czy inaczej, słuchajcie książek, bo… po prostu, słuchajcie. W podróży, na siłowni, w tramwaju. Żeby obudzić emocje!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Akai Dover pisze:

Próbowałam się zaprzyjaźnić z audiobookami, jednak dla mnie lektorzy mają zbyt monotonne głosy i wszystko leci zdecydowanie za wolno. Nie umiem się na tym skupić 😀 na szczęście skończyło się to dlugotrwałym abonamentem w Legimi i czytnikiem, więc coś tam moja próba jakiegokolwiek powrotu do książek coś zdziałała 😀

Ania Pietruczuk (Pi) pisze:

Popieram Legimi, to wspaniałe rozwiązanie dla niespokojnych czytaczy, co to raz chcą kryminał, raz romans a głównie tropią książki przyrodnicze. Nie zarobiłabym na tę ilośc książek, którą czytam za 360 zł rocznie w Legimi.

Ania Gabryś pisze:

@Akai Dover: Słuszna uwaga, audiobooki mają swoje tempo – szybciej niekiedy przeczytałabym książkę, niż jej wysłuchała. Ale czytając, mogę co najwyżej słuchać muzyki i to dość biernie. Za to słuchając mogę gotować, biegać, przemieszczać się do pracy, robić pranie, sprzątać… To jest czas podwójnie liczony i to lubię w audiobookach. Co do głosów lektorów – to bardzo indywidualne, jak sądzę. Jednemu podchodzi Krystyna Czubówna, innemu Roman Wilhelmi. Mnie się raz zdarzyło porzucić audiobooka przez lektora – a była to właśnie Krystyna Czubówna. Bardzo jednostkowe to więc, ale to jak najbardziej zasadna uwaga. Super z Legimi! Trzymam kciuki za dalsze czytanie i może jednak się przekonasz do audiobooków?

@Ania Pi: 360 zł rocznie? To jest faktycznie niewiele, może i ja się przekonam! Dzięki za to info 🙂

Akai Dover pisze:

Niestety, ja do czytania uwielbiam muzykę filmową – mam swoją stałą playlistę i dzięki niej potrafię w ogóle się skupić. A normalnie mam z tym trudności, bo tarczyca :/ Za to przy robieniu innych rzeczy myślę o tak wielu sprawach, że książka by mi tylko przeszkadzała i nic bym nie zapamiętała. Dlatego stwierdzam, że audiobooki jednak nie są dla mnie 😀

Ania Gabryś pisze:

Miałam podobne obawy i też mam problem z tarczycą, też bałam się, że nic nie zapamiętam z tego, co słucham, gdy robię coś innego równocześnie. Przy bieganiu lub chodzeniu to proste, słuchanie książki wzmacnia koncentrację na rutynie sportowej, to fajne, jedno drugie napędza. W innych sytuacjach zawsze mogę cofnąć 15 sekund czy więcej nagrania. I przy zwykłej książce też czasem tracę koncentrację. To, co piszesz, dowodzi, że czytanie/słuchanie = odbiór książek – to indywidualna sprawa i najważniejsze znaleźć własną drogę do tego. Miłego czytania!

Ania Pietruczuk (Pi) pisze:

Przeżywam najlepiej, gdy czytam. Czytanie daje mi poczucie bezpieczeństwa, granicę, której strzeże oko a nie ucho. A czasem wyczytuje się rzeczy straszne. Jedna na dwadzieścia książek ma moją melodię i pochłania bez reszty mimo oka a nie ucha.
Ale jestem takim dziwakiem, który słucha muzyki raz na ruski rok, bo słuchanie to rzecz intymna i za bardzo dojmująca. Filmy także z rzadka, z w/w powodu, są zbyt bezpośrednie.
Więc się nie zreformuję 😉

Ania Gabryś pisze:

A widzisz, słuchanie to rzecz intymna i dojmująca, jak piszesz, czyli poniekąd potwierdzasz wyniki badań!

artnow pisze:

Nareszcie ktoś kogo tak samo jak mnie, rajcuje słuchanie audiobooków. No i przypomniałaś mi o winylach… Stoliczku nakryj się, Piotruś Pan…
Dziękuję.
Dziwię się, że tyle ludzi nie uznaje książek audio. Chociaż to mocno indywidualna sprawa. Ja np słucham audiobooków w dordze do i z pracy, na rowerze, w trasie w samochodzie, gotując. Za to nie potrafię rozsiąść się w fotelu i słuchać. Wtedy nie jestem w stanie sie skupic na książce. Zresztą kilka lat temu sam poczyniłem tekst o audiobookach. http://artnow.blox.pl/2015/04/Czy-sluchanie-to-jeszcze-czytanie.html

Ania Gabryś pisze:

Cieszę się, że jest nas więcej, słuchaczy książek 🙂 Ale wiesz, są książki, które mnie wbijają w fotel, tak się je dobrze słucha. Kotek na kolankach, zamknięte oczy i przez uszy, przez słuchawki, płynie słowo. Cudowne uczucie.

Angelika Borucka pisze:

Spróbowałam z audiobookami raz. Słownie raz. To był „Pan Mercedes” Kinga, ale to nie zdało egzaminu. Audiobook mnie rozprasza, w sensie, nie zajmuje mnie na tyle, by mój mózg nie próbował się czymś zająć, co dość szybko kończy się tym, że nie wiem, co przed chwilą leciało. Straszna choroba. Ile bym sobie mogła książek tak nabić, gdyby mi wchodziło słuchanie.

Ania Gabryś pisze:

Odczekaj trochę i może spróbuj ponownie? To, jak mózg odbiera bodźce – w tym słuchanie audiobooka – zmienia się z czasem. Może minie parę lat i będzie Ci to sprawiać przyjemność? Tego życzę 🙂