ITORAH | recenzja

Pełna ekspresji platformówka inspirowana kulturą mezoamerykańską ITORAH wylądowała niedawno na Steamie i GOGu. Miała to być kolejna zwykła gra, którą przejdzie się w zaledwie parę godzin. Tymczasem spotkałam się z wyjątkowo piękną grafiką i ciekawymi lokacjami, które oddawały jedyny i niepowtarzalny klimat tego tytułu. Startujemy z recenzją!


Tytułowa Itorah jest ostatnim człowiekiem w dziwnym świecie opanowanym przez zamaskowane istoty i groźnych przeciwników. Wraz ze swoim pyskatym pomocnikiem: świadomym toporem Koda, muszą przemierzyć egzotyczną krainę Nahucan i odkryć tajemnice, które kryją się za tym, co zniszczyło ich ojczyznę. Gra została utrzymana w konwencji 2.5D. Wyróżnia się niepowtarzalnym, ręcznie malowanym, stylem graficznym oraz żywymi kolorami. Łącząc ze sobą cechy gier platformowych oraz pełnych akcji przygodówek, ITORAH jest udoskonalonym metroidvaniowym doświadczeniem. Dojrzała historia jest dopełniona przez cutscenki i pełnowymiarowy świat z niepowtarzalną konwencją, która wywołuje poczucie tęsknoty. W przeciwieństwie do uroczego i czarującego stylu graficznego ITORAH, jest to tragiczna opowieść o poświęceniu, stracie i drodze do odkupienia. Premiera tytułu odbyła się 21 marca 2022.

Humorystyczny początek

Na samym początku poznajemy naszą tytułową bohaterkę, która została uwięziona w mocnym pajęczym kokonie. Nagle zaczął odzywać się do niej topór Koda, który jest naprawdę wyjątkowo rozgadany i nie boi się konsekwencji swoich słów. Wraz z nim wyruszamy w dalszą podróż. Przechodzimy w ten sposób pewnego rodzaju samouczek, który tłumaczy nam zasady poruszania się po planszy oraz w jaki sposób korzystać z Kody. Całość już na samym początku zapowiada się genialnie i wydawać by się mogło, że właśnie tak będzie do końca. Nie wyobrażacie sobie nawet, jakie jest aktualnie moje zdziwienie co do tej kwestii…

Arachnofobia na wyciągnięcie ręki

Swoją przygodę rozpoczynamy od uwolnienia się ze świata pająków. Wszystko jest oblepione pajęczyną, spotykamy mniejsze i większe pająki po drodze (z którymi musimy walczyć), odbijamy się na pajęczynach, a w ostateczności zobaczymy przed sobą mini-bossa. Szczegółowość, jaką możemy zauważyć na planszy, jest imponująca. Pierwsze zadanie Uwolnić się z Aracany zostało przyjęte, więc mkniemy do przodu. W trakcie rozgrywki możemy w dowolnym momencie sprawdzić mapę, by dowiedzieć się, w którym miejscu jest jeszcze jakiś korytarz. Zazwyczaj znajdziemy tam ukryte klucze, dodatkowe umiejętności i fioletowe kryształy.

Pierwszy poważniejszy przeciwnik zmusi do myślenia

Jestem raczej z tych osób, które nie interesują się za bardzo taktyką w trakcie przebiegu walki i postanawiają po prostu uderzać w przeciwnika tak, jak leci. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że w tym starciu wystarczy rozbić fioletowe kółeczka na odnóżach Tokanantli. Podejścia były na szczęście zaledwie dwa. Za tym ostatecznym drugim, wiedziałam już co i jak mam zrobić, żeby się go pozbyć, więc pokonanie bydlaka przebiegło bez problemu. W ten sposób udało mi się uciec ze świata pająków i udać się z nowo poznaną postacią do Nahucan.

Witaj w mieścinie dziecino!

Itorah będzie zwiększać swoje umiejętności, poziom życia oraz „doładowania”, a także możliwość powrotu do zdrowia w trakcie rozgrywki. Można powiedzieć, że w pewien sposób eksplorujemy przepięknie wykonany świat inspirowany krajobrazami z Ameryki Środkowej i Południowej. Każda z lokacji została ręcznie narysowana przez twórców, by tchnąć życie w Nahucan. Na ruch naszej bohaterki oraz jej niezwykle ogromny zasięg umiejętności składa się ponad 200 animacji. Twórcy nie oszczędzali na udostępnieniu graczom ciekawego tytułu, jednak o problemach nie zapomnimy jeszcze przez jakiś czas.

Pięknie namalowany świat

Jak wspomniałam wcześniej, ITORAH wręcz zachwyca lokacjami, które pełne są szczegółów i masy kolorów podkreślających ich niesamowity klimat. Dopełnieniem wszystkiego staje się obecny w grze soundtrack, przez który w głowie widziałam obrazy z Meksyku ich tradycyjne obrzędy. Przedzieramy się przez wyjątkowo bujnie zarośnięte dżungle, starożytne świątynie i inne podziemia, które wraz z postępami kryją w sobie coraz trudniejsze do rozwiązania zagadki. Na swojej drodze nasza bohaterka w trakcie przygody otrzymuje pomoc od sojuszników w starciach ze złem zagrażającym całej krainie. Zatem, niby startujemy solo, a gdzieś tam czeka na nas niewielka pomoc. W tym pięknym, malowniczym świecie.

Miło było, ale się skończyło

I to o kilka godzin rozgrywki za wcześnie. Chociaż bohaterka nie nabija combosów kolejnymi atakami, a jedynie macha toporem i ma jeden mocniejszy atak. Całej rozgrywce nie można odebrać tytułu przyjemnej, ciekawej i wciągającej. Platformówka stworzona w konwencji 2.5D umożliwia nam odkrywanie plansz, które są wyżej, niżej i na których poruszamy się w prawo i w lewo. Zejście niżej nie raz wymaga od nas pewnego rodzaju „przebicia się” przez poszczególne platformowe stopnie. Na całej długości dotychczasowych plansz udawało się to bez problemu, niestety jeszcze w dniu premiery… utknęłam.

Starym sposobem Informatyka okazało się, że „innym działa”, więc zaczęłam się zastanawiać, czy czegoś nie robię źle. Cofnęłam się do innej planszy, ale Itorah przebijała się bez problemu w dół. Niestety nadal nie w tym przypadku. Ponowna instalacja gry nie rozwiązała problemu. Kilkukrotne wyłączanie gry było bez sensu. Zmiana przycisków na inne również. Podłączenie kontrolera okazało się bezskuteczne. Podpięcie innej klawiatury nic nie zmieniło. Włączyłam nawet gameplay na YouTube, by zobaczyć, czy może ja coś zrobiłam źle – ale nie. Działa, niestety nie u mnie. Napisałam nawet wiadomość do twórców, jednak bezskutecznie, ponieważ ich podpowiedź nie pomogła…

Nie poddałam się!

Tak oto, pomimo wielu prób i spędzeniu prawie 2 godzin na próbie przebicia się niżej, miała zakończyć się moja recenzja ITORAH. Początkowy zachwyt chwilowo został zastąpiony lekkim niesmakiem. Jednak w niedzielny wieczór, po godzinie 21:00 dałam grze ostatnią szansę. Standardowe przyciski nic nie dawały, nie było możliwości przebicia się. W ostatnim szale zaczęłam klikać, co popadnie i… się udało! Z tego zdziwienia aż zatrzymałam grę na jakiś czas i postanowiłam znaleźć kolejny checkpoint w postaci ogniska, by zapisać grę w końcu w innym miejscu. Powracając do platform, z ciekawości chciałam sprawdzić, czy się przebiję jeszcze raz, jednak znów przywitałam się ze ścianą. Najważniejsze, że przebrnęłam dalej!

Tak się ociera o zawał serca!

Zadowolona z faktu, że udało się kontynuować grę, pobiegłam dalej naszą bohaterką. Po osiągnięciu kolejnej umiejętności polegającej na odbijaniu się wyżej od ścian spotkamy się z kolejnym, dobrze narysowanym bossem, przed którym musimy… uciec. Nie wiem, ile zawałów serca ominęłam podczas ucieczki, nie zliczę ilości zgonów i cofania się do tego momentu. W końcu udało się mi uciec, bo inaczej nie byłoby dzisiejszej recenzji. ITORAH początkowo jest przyjemną platformówką, która z minuty na minuty staje się trudniejsza – i tego musicie być całkowicie świadomi.

Podsumowanie ITORAH

Przy dobrych wiatrach przejdziecie grę w mniej niż 10 godzin. Jak jesteście mną to nawet nie pytajcie. W pewnym momencie przestałam już nawet robić screeny, bo całkowicie skupiłam się na zakończeniu gry. ITORAH to świetnie narysowana platformówka, ze stopniowo rosnącym poziomem trudności. Sterowanie naszą bohaterką jest proste, jednak przebijanie się w poziomy niżej mogłoby być znacznie ulepszone. Zdarzają się jeszcze dziwne lagi, jednak nie przeszkadzają one w dalszej rozgrywce. Grę możecie znaleźć na Steamie i GOGu za jedyne 71.99 PLN. Warto!

PLUSY
szata graficzna
krajobrazy inspirowane Ameryką Środkową i Południową
historia inspirowana kulturą mezoamerykańską
doskonała klimatyczna ścieżka muzyczna
stopniowo rosnący poziom trudności
brak konieczności wykonywania wszelkich kombosów w trakcie walki
MINUSY
ciężkie przebijanie się na platformę niżej
kilkukrotne powroty do walk z bossami
trzeba wyczuć w którym momencie opadamy po skoku, by wiedzieć, kiedy można skoczyć w inne miejsce
nadal zdarzające się lagi

Dziękujemy firmie better. gaming agency za dostarczenie kodu recenzenckiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.