Tails of Iron | recenzja

Wojownicze Szczury wkraczają do akcji! Celem jest wredna Żaba, którą trzeba pokonać i pokazać jej, kto tu tak naprawdę rządzi. Z takimi bohaterami w grze nie można poważnie podchodzić do recenzji. Dlaczego? Bo rozgrywka to niezła zabawa! Tym razem przedstawię Wam Tails of Iron, które miałam okazję ograć na Xboxie One X (i tak, nadal średnio się lubimy).


Tails of Iron to charakterystyczna przygodowa gra akcji z elementami RPG i rozwiązaniami stosowanymi dla soulslike’ów. W Tails of Iron wcielamy się w następcę tronu szczurzego królestwa, który musi stawić czoła inwazji złowrogich żab (to już brzmi dobrze). Ten wyjątkowy tytuł został opracowany przez niezależny zespół Odd Bug Studio, a jego wydaniem zajęła się firma United Label. Gra pojawia się na PC, Nintendo Switch, PS4/PS5 oraz Xboxie One/series X w dniu 17 września 2021.

Sterowanie

Mogłoby się wydawać, że w tej ciekawej i pięknie narysowanej grze sterowanie będzie trudne i wymagające. Nic bardziej mylnego! Wszystko działa dokładnie tak, jak powinno. Kiedy mamy wejść w interakcję, pojawia się nam dymek z X. Obok każdej ławeczki, którą miniemy, dymek również się pojawi. Kiedy nasz wojownik usiądzie na niej, gra zostanie zapisana (ta opcja spodobała mi się najbardziej). Podczas wychodzenia z zamku przechodzimy tzw. samouczka, dzięki któremu wiemy, jak walczyć, bronić się i dokonywać kontrataku na przeciwnika.

Zaczynamy przygodę

Nakładamy na naszego następcę Szczurzego tronu pierwszą dostępną zbroję i wyruszamy w podróż. Okazuje się, że Król jest już na ostatniej prostej i trzeba przejąć stery w odwiecznym konflikcie z Żabami. Nasz odważny szczurek ma na imię Redgi. Narrator opowiada nam całą historię i wszystko to, co nas czeka. Przyznaję, że przyjemnie się tego słucha.

Niestety, wesoła sielanka z naszym bohaterem nie trwa zbyt długo. Okazuje się, że podczas przygotowywania się do wszelakich prób, jego ojciec ginie podczas zamachu. To właśnie w tym momencie rozpoczyna się nasza pełna emocji podróż za antagonistami. Na tym jednak kończy się fabuła w grze. Fakt ten jednak nie przeszkadza w kontynuowaniu rozgrywki naszym odważnym bohaterem.

Proste i nie proste zarazem

Kiedy już myślałam, że opanowałam walkę podczas pojedynku z kukiełką, zderzyłam się ze ścianą szybciej, niż mogłam się tego spodziewać. Kilkukrotnie próbowałam podejść do pojedynków z większymi Szczurami, obierając taktykę: „Rób ciągle uniki i jak się ogarnia, to go uderz”. Niestety ta taktyka nie działała zbyt dobrze, a odpieranie ataku wychodziło mi raz na jakiś czas. Przez to Tails of Iron jest grą o doskonałej kresce, która dostarcza odrobiny problematycznych pojedynków, przez co chce się brnąć dalej w rozgrywkę. Na całe szczęście im dalej w grze jesteśmy, tym więcej broni i lepszej zbroi jesteśmy w stanie się dorobić. Sprytnie przemyślane.

Grafika i oprawa dźwiękowa

Kreska w Tails of Iron urzekła mnie już na samym początku. Czułam się jak w jakimś interaktywnym nowoczesnym komiksie, w którym pierwsze skrzypce gra mały i odważny szczurek. Nie został pominięty żaden detal w tle: w zamku widzimy inne poruszające się na drugim planie szczury, na zewnątrz wszystko wygląda tak, jak w bajce. Innymi słowy – jest ślicznie.

Co do dźwięku, narratora już pochwaliłam. Jego głęboki głos podczas przedstawiania poszczególnych elementów fabuły sprawia, że chce się słuchać dalej. Podczas rozgrywki nie będzie nas rozpraszać głośna muzyka. W tle usłyszymy za to delikatną melodię idealnie komponującą się ze scenami i klimatem gry.

Podsumowanie

Nie miałam okazji wczuwać się tak w grę, w której zwierzaki są na pierwszym miejscu (no chyba poza starym ZOO Tycon). Tails of Iron może się podobać. Choć wątek fabularny nie jest mocno rozbudowany to i tak wiemy, na czym polega nasze zadanie. Walki są czasami wymagające, jednak oprawa graficzna i pozytywny klimat zachęcają do tego, by na dłużej zostać w Królestwie Szczurów.

Dziękujemy firmie better. gaming agency za dostarczenie kodu recenzenckiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.