Roborock S5 Max | recenzja

Rok temu mieliście okazję poznać Błażeja – Roborocka S6. Smutek i pustkę w mym sercu uzupełnił jego młodszy brat Wojtek – Roborock S5 Max. Może się wydawać dziwne, że nadaję imiona robotom sprzątającym. Polecam ten stan, bo łatwiej się im zwraca uwagę, kiedy jadą źle (jakby jeszcze słuchały). Panie i Panowie, przed państwem kolejna recenzja pochłaniacza brudu z podłóg.

Roborock S5 Max – nowy sprzątający pomocnik

Za Błażejem nadal tęsknię, ale już do mnie nie wróci (pamiętaj ziom, że na zawsze zostaniesz w moim sercu). I choć już na pierwszy rzut oka można zauważyć różnice pomiędzy S5 Max a S6, to i świeżo ochrzczony Wojtek jest wart uwagi każdej osoby chcącej zaoszczędzić trochę czasu na sprzątaniu. Bo nie ma nic piękniejszego niż oglądanie serialu ze szklaneczką whisky z lodem w dłoni, kiedy podłogi same się odkurzają.

Wojtek, czyli Roborock S5 Max dotarł do mnie w moim ulubionym kolorze – białym. I już wiedziałam, że uzupełni on pustkę w sercu po swoim starszym bracie. Zdarzało mi się jeszcze często mówić do niego imieniem poprzednika, kiedy to zaczynał wciągać w szczotki zabawki mojego kota, lub, gdy się o niego potknęłam. Robot cały, moje kolano – niekoniecznie. Na całe szczęście, kiedy moja mama usłyszała, że mój kot uciekł na parapet, „bo Wojtek zaczął sprzątać”, już się nie zdziwiła.

Olivia i Wojtek – miłość od pierwszego wejrzenia.

Pełne wyposażenie czyli zawartość opakowania

Wszystkie najważniejsze informacje dotyczące Roborocka S5 Max zostały umieszczone na pudełku, w które został opakowany. Opakowanie zawiera:

Od razu widać, że zawartość pudełka jest znacznie skromniejsza niż miało to miejsce w modelu S6. Teraz czas na kilka najważniejszych informacji technicznych dotyczących Roborocka S5 Max:

Roborock S5 Max – wygląd

O tym, że mam słabość do białych urządzeń wszyscy już wiedzą. Jednak posiadanie w domu 3 kotów nieco utrudnia zrobienie ładnych zdjęć. Wojtek jeszcze dobrze nie został wyciągnięty z pudełka, a na wierzchu już miał pełno sierści (taki już los urządzeń wśród zwierząt). Utrzymanie takiego urządzenia w czystości nie jest niemożliwe, ale wymaga cierpliwości, której nauczyłam się już przy testowaniu Błażeja.

Roborock S5 Max wizualnie niewiele różni się od Roborocka S6, jednak różnice można zauważyć od razu. Zerkając na wierzch urządzenia, nowy model S5 różni się wyglądem i ilością przycisków nawigacyjnych. Mamy do dyspozycji aż dwa – włącznik i powrót do bazy ładującej. To samo dotyczy napisu roborock – w S6 jest on na dole, a w S5 Max po prawej stronie.

Na górnej części Wojtka (tak, wiem jak to brzmi), możemy zauważyć wyraźnie wystającą, niewielką wieżyczkę, w której standardowo umieszczono laser. To właśnie dzięki niemu nasz robot sprzątający może skanować wszystkie pomieszczenia, tworząc ich mapy, bo ma „oczy”. Nie brakuje również designerskiego zderzaka, którym nie pogardziłoby nawet Maserati.

Jeszcze czysty…

Oczywiście tak jak i w przypadku Błażeja, w tym egzemplarzu również jest możliwość podniesienia klapy, pod którą znajduje się kilka ciekawych rzeczy. Po wykonaniu tej czynności naszym oczom ukaże się pojemnik na kurz z zainstalowanym już filtrem HEPA (można oczyścić go pod bieżącą wodą) oraz mała szczoteczka do czyszczenia. Szczoteczka – niby niewielka, ale ma wiele możliwości. Można nią uprzątnąć nie tylko każdy zakamarek urządzenia, ale również przeciąć włosy i inne nitki, które podczas sprzątania podłóg gdzieś się zaplączą. I kolejna różnica w stosunku do S6 – układ pojemnika pod klapą.

Pod klapą znajdują się również diody Wi-fi oraz Reset.

Podwozie Roborocka

Kto by pomyślał, że pod spodem też może być ciekawie? A no właśnie tak się składa, że jest. Roborock S5 Max został wyposażony w dwa duże, solidne kółka, które umożliwiają mu pokonywanie przeszkód (w tym progów) o wysokości do 2 centymetrów. Nie brakuje również silikonowej zmiotki, która z czasem z pięknego, białego koloru zmieni się w lekko szary. Standardowo z przodu jest obrotowe kółko i blaszki, dzięki którym Wojtek ładuje się w stacji.

Są też cztery sensory, dzięki którym urządzenie powinno wykrywać różnice w poziomie, m.in. powinien wyczuć, że zbliża się do schodów. Nie brakuje ulepszonej turboszczotki – w tym modelu postawiono na wygodę podczas czyszczenia. W jaki sposób? A no w taki, że szczotka zapobiega wplątywaniu się sierści oraz włosów.

Ważna ciekawostka! Kiedy Wojtek sprzątał mi sypialnię, jakimś cudem pochłonął kabel do iPada w turboszczotkę. Kabel wplątał się w nią, ale co najlepsze – Wojtek nadal sprzątał, a kabel jest cały i nieuszkodzony. Bardzo szanuję!

Wracając do tego co widać od spodu, można zwrócić uwagę na wyraźnie duży zbiornik na wodę, który zajmuje sporą część robota.

O ładowaniu nie będę się rozpisywać – bo po co? Kiedy Wojtek posprząta, wraca do stacji ładującej i spokojnie, w ciszy się ładuje. Ładowanie całkiem pustej baterii do pełna trwa plus minus 3 godziny. Jedyny minus, który zauważyłam zaraz po wyjęciu robota z pudełka, to brak możliwości schowania kabla w stacji ładującej. Taką możliwość miał Błażej (Roborock S6) i było to bardzo praktyczne rozwiązanie.

Obsługa naszego pomocnika przez aplikację Xiaomi Home

Najlepsza zabawka z najlepszych – sterowanie robotem przez aplikację. Chciałam napisać, że czekam na sterowanie z poziomu telefonu czymś jeszcze, ale chyba już wszystkim można…


Byśmy mogli w pełni cieszyć się umiejętnościami sprzątającymi Wojciecha, powinniśmy pobrać aplikację Xiaomi Home na swoje smartfony (czy też tablety). To aplikacja dostarczana przez Xiaomi. W tym miejscu pozwolę przypomnieć, że firma Roborock jest, podobnie jak kilka innych, elementem ekosystemu Xiaomi, więc aplikacja obsługuje również wszystkie sprzęty z rodziny Roborocka.

Wojtek połączył się z moim telefonem poprzez sieć Wi-Fi. Przyznaję, że po przejściu na światłowód i przez fakt posiadania w domu dwóch routerów, straciłam na to połowę soboty i odrobinę nerwów. Oczywiście nie jest to wina robota tylko moja i mojego braku myślenia, kropka. Sama aplikacja bez problemu znalazła urządzenie. Jak już okiełznałam swoje problemy z Internetem, wszystko działo się błyskawicznie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

No roboty w mojej ręce nie byłyby sobą, gdyby nie wpadła jedna drobna niespodzianka, a mianowicie – aktualizacja. Za pierwszym razem się nie udało, bo moja wina z Internetem. Ale zanim odpaliłam ją po raz kolejny – Roborock S5 Max został oficjalnie ochrzczony imieniem Wojciech.

Xiaomi Home na całe szczęście oferuje język polski, jednak robot jest na tyle „świeży”, że przyda się znajomość angielskiego. Nie stanowi to jednak problemu podczas zabawy z robotem i zajmowaniem mu wolnego czasu, co by się w naszym domu za długo nie nudził.

Roborock S5 Max posiada wiele funkcji, które znacznie ułatwiają życie. Poprzez aplikację możemy zaprogramować naszego pomocnika tak, by sprzątał określone miejsca o określonych godzinach. Nie ma cudowniejszego uczucia niż powrót do domu po pracy do czystego mieszkania. Jeszcze tylko niech ktoś opatentuje urządzenie ścierające proch z półek…

Zanim w ogóle Wojtek rozpoczął sprzątanie, sprawdziłam, co oferuje mi aplikacja dla tego urządzenia. Jest kilka nowych rzeczy, w tym, najciekawsza – ustalanie poziomu zwilżenia mopa za pomocą aplikacji. Opcje są cztery – albo wyłączamy całkowicie, albo ustalamy poziom niski, średni i wysoki. W Roborocku S6 poziom ten ustalało się za pomocą miareczki na mopie. S5 Max pozwala na sterowanie tym z poziomu aplikacji, co szanuję w opór. Nie brakuje również ustawień, w jakim języku nasz robot ma się do nas odzywać + czy ma to być głos męski, czy damski. Przyznaję, że włączyłam na moment niemiecki, ale kiedy Wojtek rozpoczął sprzątanie o 18:00, to się go wystraszyłam. Nie dlatego, że zaczął sprzątać głośno. Tylko dlatego, że „rozpoczynam sprzątanie” zabrzmiało jak szturm na Warszawę.

Oczywiście nie mogło zabraknąć możliwości ustalenia godzin i dni, w których Wojtek ma sprzątać. W każdej z ustalonych godzin możemy ustawić moc sprzątania – cichy (oznakowany księżycem podobnie jak każdy tryb nocny), zbalansowany, turbo oraz tryb MAXymalnego wciągania. I tu słów kilka na temat cichego trybu. Podobnie jak to miało miejsce z Błażejem – ustawiłam go na godzinę 2:00, żeby sprawdzić, czy ponownie zjadę na zawał. Byłam tego bliska, ale przygotowana wcześniejszym doświadczeniem, wyłączyłam go bez panicznego szukania telefonu. Oczywiście przy włączeniu opcji DND jest to niemożliwe (nie odpalimy robota nawet ręcznie z poziomu apki). W aplikacji nie brakuje również szczegółowej historii sprzątania, dzięki której dowiemy się, czy Wojtek nie robi nas w konia i faktycznie sprząta o ustalonych godzinach.

W aplikacji nie mogło zabraknąć znanych już z modelu S6 statystyk, z których dowiadujemy się o procentowym zabrudzeniu poszczególnych elementów naszego robota. Żeby było ciekawiej, możemy też dowiedzieć się, ile czasu były wykorzystywane! Jeżeli pojemnik na brud jest już prawie pełny, dostajemy powiadomienie w aplikacji o tym, co się dzieje w środku. Czyli – jeżeli ktoś ma sklerozę, aplikacja mu przypomni o tym, że czas najwyższy „pozbyć się brudów”.

Nie brakuje również zabawy. O ile ktoś jest cierpliwy bądź lubi udowadniać sam sobie, że świetnie steruje urządzeniami, to i Roborock S5 Max mu na to pozwoli. Możemy sterować robotem manualnie, na dwa sposoby. Pierwszy – za pomocą joysticka, który mnie osobiście zawsze denerwuje i nie mam do niego cierpliwości. Drugi – za pomocą wyznaczonych dotykowych przycisków, którymi lepiej się mi sterowało. Opcja sprawdziła się kilka razy, kiedy Wojtek skończył sprzątanie, a Zuzia stwierdziła, że rozszarpie piórka na drobne części na środku pokoju.

Ciekawostka – kiedy zajęłam się innymi pracami domowymi, a Wojtek skończył sprzątać w sypialni, zauważyłam bardzo fajną rzecz. Na moim telefonie wyświetlił się komunikat informujący o tym, że sprzątanie zostało zakończone. To tak, jakby syn zawołał do damy „Mamo, skończyłem, sprawdź! A mogę już odpalić konsolę?”.

Przypomnę tylko, że Wojtek jest strasznie wygadany, podobnie jak Błażej. Zaczyna sprzątać, kończy, ładuje się, podnosimy go, wyciągamy pojemnik na brud, zakładamy wkładkę ze szmatką do mopowania – za każdym razem się do nas odzywa. Bardzo komunikatywny robot.

Bonusowa aplikacja – Roborock

Żeby trochę bardziej skomplikować sprawę, pojawiła się pewna autorska aplikacja. Mowa o aplikacji Roborock (bardzo skomplikowana nazwa swoją drogą). Aplikację można pobrać tutaj i sprawdzić, co oferuje. Nie będę się zbytnio rozpisywać, bo głównie testowałam Wojtka na Xiaomi Home, a zbyt późno dowiedziałam się własnie o takim bonusiku.

Pobieracie aplikację i zakładacie konto. Zaraz po jego założeniu (a jest to bardzo proste), wyświetla się opcja dodania odkurzacza – co oczywiście robimy. Kiedy Wojtek był połączony z aplikacją Xiaomi Home, alternatywna apka nie mogła się z nim połączyć (pewnie robię coś źle, nic nowego). Więc, by zrobić dla Was kilka zrzutów ekranu i pokazać, jak działa aplikacja Roborock, dorobiłam sobie pracy i musiałam usunąć Wojtka z Xiaomi Home, później go przywrócić… I kto mi za to zapłaci…?

Mniej więcej w taki sposób jak na screenach, które zobaczycie poniżej, przebiega połączenie urządzenia z aplikacją. Jest to proste, nikt nie musi się specjalnie przy tym nagimnastykować i szukać w Internecie informacji o tym, jak to się robi.

Po połączeniu robota z aplikacją myślałam, że się… przewrócę. Menu, które przenosi nas do sterowania robotem, tworzenia map, ustawiania czasu sprzątania itd… Wszystko zostało przerzucone z Xiaomi Home do aplikacji Roborock. Wygląda, po prostu tak samo, z wyjątkiem pierwszych stron. No tego się nie spodziewałam, jeżeli mam być szczera.

Miałam szczerą nadzieję, że zobaczę nie tylko zupełnie inny interfejs, ale również, że moje oczy spotkają się z zupełnie nowymi funkcjami, które mogłyby jeszcze bardziej zwiększyć wydajność Wojtka. Nic bardziej mylnego, opcji znalazłam jedynie mniej. Możliwe też, że poziom mojej frustracji sprawił, że nie miałam ochoty dalej brnąć w tę aplikację i po prostu się jej pozbyłam, przywracając robota do Xiaomi Home. Nie zmienia to jednak faktu, że taka aplikacja powstała i może z biegiem czasu będzie się prezentowała lepiej niż aktualnie.

Mapy pomieszczeń – czyli jak pracują „oczy” Roborocka S5 Max

To właśnie w tym momencie możecie się dowiedzieć o skuteczności tego, co ten robot potrafi. Oprócz tego, że posprząta za nas podłogę i ją umyje, stworzy mapy pomieszczeń, byśmy mogli skorzystać z pełni jego możliwości. Wystarczy, że aktywujemy funkcję „map saved mode” w aplikacji i S5 Max rozpocznie zapamiętywanie pomieszczeń. By Wojtek mógł ją zrobić, musiałam pozwolić mu na jeżdżenie po całym piętrze – na co oczywiście z chęcią się zgodziłam. Podobnie jak w Roborocku S6, Wojtek zapisuje w swojej pamięci mapę, automatycznie dzieląc całe mieszkanie na poszczególne pomieszczenia. W tym momencie można zauważyć, jak dobre ma te „laserowe oczka”. Jeżeli dojdzie do sytuacji, w której robot źle zinterpretuje układ pomieszczeń, możemy mapę ręcznie edytować i poprawić.

Jak widzicie wyżej, Wojtek sprawił, że mogłam sobie każde pomieszczenie podpisać. Salon, kuchnia, przedpokój i biuro różnią się kolorami. Aplikacja umożliwia nam masę możliwości. Mając gotową już mapę pomieszczeń, możemy zaprogramować swojego robota tak, by sprzątał / mopował jedynie określone pokoje. Czyli – jeżeli podłoga ma zostać umyta w kuchni, salon i przedpokój ma zostać odkurzony, a do biura robot ma nie wjeżdżać (bo taki mamy akurat kaprys), to aplikacja nam na to pozwala.

Ogarnięcie Wojtkowi piętra zajęło 58 minut. Biorąc pod uwagę, że został wpuszczony do 4 pomieszczeń o łącznej wielkości 58m2, daje to wynik 1m2 na minutę. Sami musicie stwierdzić, czy to dobry czas, czy też nie. Przypomnę tylko, że matematyka nie jest moją mocną stroną.

Co do tych map i pamięci Wojtka (która z pewnością jest lepsza od mojej). Jeżeli ktoś z Was będzie miał taką chęć, żeby przenieść robota na inny poziom w domu lub postanowi posprzątać mieszkanie ciotki lub babci, to robot zrobi Wam niespodziankę. Będzie on uważnie analizował całe otoczenie, co zaowocuje rozpoczęciem tworzenia nowej mapy. Ale nie musicie się o nic martwić. W aplikacji jest taka opcja jak „edit map” i tam znajdziecie backup. Wow.

Do dzieła Wojtek!

No czego można oczekiwać więcej od robota sprzątającego, jak nie tego, żeby dokładnie posprzątał. Pierwsza rzecz, jaką zauważyłam, kiedy wpuściłam Wojtka na salony – sprząta minimalnie dłużej niż Błażej (Roborock S6). Przyznaję, często korzystałam z manualnego sterowania, żeby gdzieś poprawił swoją robotę. Może to kwesta tego, że się czepiam, a może nie… No i tak jakoś powiało chłodem, kiedy rozpoczął pracę – wytwarza dobry podmuch.

Wracamy jednak do rzeczy ważnych. Na trzy koty, które mam w domu, tylko Olivia zbliżyła się maksymalnie na 6 cm do Wojtka, kiedy ten sprzątał. To rekordowy wynik, biorąc pod uwagę uciekającą Zuzię (choć i ta do niego podeszła, ale tylko raz) i obserwującego z odległości dwóch metrów Miśka. Sierść zbiera znakomicie, ze żwirkiem radzi sobie rewelacyjnie. I nie wiem jakim cudem, ale opróżniając pojemnik na brud, znalazłam w nim kapsel z Heinekena. Jak Wojtek go zlokalizował – nie wiem, ale chyba właśnie się wydało, że lubię pić, a przy okazji – jak duże przedmioty może zgarnąć ulepszona turboszczotka.

Mame, co to znowu za dziadostwo na mojej podłodze?

Podobnie jak to się odbywało podczas pracy Błażeja, Wojtek planuje sobie trasę, objeżdżając krawędzie pomieszczenia, w którym się znajduje. Dopiero później wypełnia środek mapy. Na screenach poniżej widać, że z sypialnią poradził sobie w 18 minut. Błażej, Roborock S6 ten sam obszar sprzątał w 16 minut i wydawał się on jeździć znacznie szybciej, sprzątając dokładniej (tak mi się wydaje).

Czy pojemnik zapełni się szybko? Dobre pytanie. Wszystko zależy od tego, co się dzieje na naszej podłodze. W sypialni swoje królestwo ma Czarna Księżniczka Zuzanna Pierwsza. I począwszy od prochu i jej sierści, na podłodze są też kawałki karmy (tak, zdarza się jej wysypywać ją poza miskę), kawałki żwirku, części z zabawek, które nie przetrwały próby czasu i zabawy z kotem. Wojtek radzi sobie z tym świetnie, ale tym razem Zuzanna nie chciała pozować do zdjęcia z jej uprzątniętą sierścią. No zawstydziła się kobita.

Morał z tego jeden – każdy, kto jest właścicielem zwierząt, powinien sobie sprawić takiego pomocnika w porządkach. Można zaoszczędzić nie tylko sporo nerwów, ale i czasu, który zazwyczaj poświęcamy na sprzątanie sierści w mieszkaniach.

Intuicja jednak, mimo wszystko wcale mnie nie myliła. I nie mówię tu o odpalaniu Wojtka w nocy, żeby sprawdzić jego tryb cichy czy tam nocny, czy tam jak kto woli. Roborock S5 Max jest odrobinę głośniejszy od Roborocka S6. Może i jestem ślepa i lekko przygłucha, ale już podczas pierwszego sprzątania miałam wrażenie, że jest dziwnie głośny. Możliwe też, że odzwyczaiłam się od tego dźwięku, bo Błażej był u mnie dawno, dawno temu…

Wojtek kontra koty.

I w tym miejscu się pochwalę. Znacie pewnie to hasło „A kto Ci na starość szklankę wody poda, jak nie będziesz mieć dzieci?”. Otóż spieszę z odpowiedzią. Wojtek nie tylko przywiezie szklankę z wodą, ale również drinka! Potwierdzam – puszka się nie przewróciła, Wojtek bezpiecznie dowiózł ją podczas sprzątania do mojej ręki. Polecam ten stan, kocham technologię, XXI wiek i wygodę. Nie opatentowałam jeszcze, w jaki sposób robot miałby sobie umieścić na wieżyczce puszkę bez ingerencji człowieka, ale wszystko w swoim czasie.

W życiu piękne są tylko chwile…

Wojtek całkiem sprawnie radzi sobie z niewielkimi przeszkodami. Ma znacznie ulepszone koła względem swojego poprzednika, co można od razu zauważyć, kiedy wykonuje swoją robotę. Niewielkie progi nie są dla niego poważnym wyzwaniem. Na dywan wjeżdża bez większych problemów.

Pozostańmy na krótki moment przy dywanach. Rewelacja! Kiedy Wojtek wjechał do biura (a właśnie tam jest dywan), można było wyraźnie usłyszeć, że zaczął działać na wyższych obrotach, niż na panelach czy kafelkach. Dlaczego? Dlatego, że sam rozpoznał, po jakiej powierzchni właśnie jeździ. Jak tylko opuścił biuro, powrócił do cichszej jazdy. Wielki ukłon w stronę producentów – bardzo doceniam takie rozwiązanie. Jednak, jeżeli macie czarny dywan, nadal możecie zapomnieć o tym, że robot na niego wjedzie. Podobny problem był z Błażejem – Wojtek również interpretuje taki materiał jako przepaść i po prostu – odwraca się tyłkiem i omija taką „przeszkodę”.

Czy mycie podłóg przez robota jest możliwe? S5 Max i mopowanie

O tym marzy chyba każda Pani domu. Ciężko jednak (nadal) oczekiwać cudów, które sprawiłyby, że jakieś poprawki nie będą wymagane. Producent twierdzi, że Roborock S5 Max dociska szmatkę do podłogi równomiernie, bez względu na nierówności w podłodze, co ma zwiększyć efektywność mopowania. Gołym okiem jednak ciężko stwierdzić, czy dociska, jednak jedyne co zauważyłam to fakt, że rzeczywiście wkładka ze szmatką się porusza (a mam w sypialni lekkie wzniesienie na środku). Fajnie, że jedno urządzenie może jednocześnie odkurzać i mopować podłogę.

Poniżej pokażę Wam, jak wygląda zbiornik na wodę, do którego możemy wlać ok. 290 ml wody oraz jak wygląda nakładka ze szmatką. Zainstalowanie jej w robocie jest dziecinnie proste i nie wymaga dyplomu magisterskiego.

Niestety, nie unikniemy śladów po wodzie, które zostają na panelach (jeżeli robot jeździ po nich w taki sposób, jak w mojej sypialni). Wojtek co prawda dobrze wykonuje swoją robotę i ściereczka rzeczywiście była brudna już po pierwszym mopowaniu, a na pozostałych powierzchniach było prawie idealnie. Ślady w sypialni były jednak na tyle niewielkie, że w niczym nie przeszkadzały. Jednak, kiedy podłoga wyschnie, ktoś, kto jest pedantem, od razu chwyci mopa w dłoń.

Czysta / brudna. Nawet nie wiecie jak się zdziwiłam, że mam tak czyste podłogi!

Wcześniej wspomniałam już o ustawianiu poziomu zwilżenia w aplikacji. Zazwyczaj korzystałam ze średniego poziomu zwilżenia, żeby nie przesadzać. Oczywiście, możemy to wyłączyć, ustawić na zwilżenie minimalne, średnie i duże. Kropelki wody całkiem sympatycznie prezentują się w aplikacji. Mata dołączona do stacji dokującej chroni podłogę przed nadmiernym zawilgoceniem po mopowaniu, więc nawet podczas naszej nieobecności w domu robot śmiało może działać.

Podsumowanie Wojtka – Roborock S5 Max

Co można złego powiedzieć o robocie, który wykonuje za nas brudną robotę? No w sumie – nic. Roborock S5 Max ochrzczony przeze mnie imieniem Wojtek, to idealny pomocnik dla każdego. Poodkurza mieszkanie bez względu na strukturę podłogi (kafelki, panele, linoleum, dywan), umyje podłogę i trochę z Wami pogada. To właśnie dzięki takim wynalazkom możemy znaleźć więcej czasu na robienie innych rzeczy. Owszem, te wszystkie technologiczne cuda trochę nas rozleniwiają, ale czy komuś to przeszkadza…? Ceny Roborocka S5 Max mocno się wahają. Możecie znaleźć się z widełkami od 1500 zł do 2200 zł w przeróżnych sklepach (nie, nie wiem, od czego jest to zależne).

Już jest mi smutno, że będę się musiała pożegnać z Wojtkiem, jednak będę ciepło go wspominać. To świetne urządzenie, które dzięki swoim możliwościom i pełnej automatyzacji z poziomu smartfona i aplikacji po prostu sprawia, że życie staje się lepsze. Będzie trochę przeszkadzał podczas poruszania się po domu i będziecie zmuszeni do kilku poprawek tam, gdzie robot się nie zmieści. Nie obejrzycie też w spokoju i ciszy telewizji, dopóki nie skończy sprzątać. Ale takie wady to nie wady.

Recenzja Roborock S6

Dziękujemy firmie Jamicon, oficjalnemu polskiemu dystrybutorowi marki Roborock, za możliwość testów urządzenia.

Roborock Polska
NOWOŚĆ – Roborock S6 MaxV

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Elwira pisze:

kurczę, ja go kupiłam jakoś miesiąc temu i wielkiego zachwytu nie mam… sprząta średnio, raczej nadaje się wg mnie do odświeżenia podłogi i zebrania kurzu a nie do odkurzania

Tsumi pisze:

To zależy. Na moje potrzeby i wymagania względem S5 Max, wystarcza w zupełności. Odkurza 2 razy w ciągu dnia i nie mam co do niego zastrzeżeń. Z kocim żwirkiem a nawet elementami tynku ze ścian po remoncie poradził sobie bardzo dobrze, więc z mojej strony – nie mam co narzekać. 🙂