Chernobylite | recenzja

Chyba nie ma na świecie osoby, która nie kojarzy katastrofy w Czarnobylskiej Elektrowni Jądrowej. Wydarzenie to, marne w swoich skutkach, stało się inspiracją do powstawania seriali, powieści, a nawet gier wykorzystujących wizerunek opuszczonych okolic. Jedną z nich jest Chernobylite ogrywane na konsoli Xbox One X. Jak ten duet się spisał? Czy chociaż trochę polubiłam się z konsolą? Być może… Czas jednak na recenzję.


Chernobylite to pierwszoosobowa przygodowa gra akcji. Jej akcja toczy się w tzw. Strefie Wykluczenia wokół elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Tytuł kładzie duży nacisk na opowieść oraz piękną oprawę graficzną, wykorzystującą silnik Unreal Engine 4 i technologię fotogrametrii. Za stworzenie tej produkcji odpowiada polskie studio The Farm 51, którzy są autorami m.in. tytułu Get Even. Jest odrobina fabuły, chodzimy po terenie i zbieramy surowce, gra posiada również elementy survival horroru ze wstawkami RPG. Gra 28 lipca 2021 pojawiła się na komputerach, a 28 września 2021 na konsolach PlayStation 4 oraz Xbox One. 21 kwietnia 2022 tytuł pojawi się na konsolach PlayStation 5 oraz Xbox Series X.

Co my tutaj mamy

Całą zabawę rozpoczynamy, jak można wywnioskować po tytule gry, na Ukrainie w okolicach dawnej Elektrowni Jądrowej. Wcielamy się w bohatera owej produkcji imieniem Igor. Jest on fizykiem, którego przyszła żona Tatiana zaginęła chwilę przed katastrofą. Najmocniejszą stroną produkcji jest fabuła gry, na którą mamy bezpośredni wpływ, co odczuwamy już na samym początku.

Celem naszego bohatera jest odnaleźć swoją wybrankę. Po tajemniczej przesyłce ze zdjęciem ukochanej (ok. 30 lat po tragedii) oraz coraz częstszych wizjach, protagonista powraca. Ciągle wierzy, że jego ukochana czeka na niego. Okazuje się, że w Strefie wydobywana jest tajemnicza substancja (tytułowy czarnobylit), a teren ochraniany jest przez najemników. W ciemności czają się jednak jeszcze groźniejsze, nadnaturalne rzeczy. Niestety, powodzenie poszukiwań w pojedynkę mogłoby się okazać niemożliwe, dlatego szukamy towarzyszy, którzy pomogą nam w tej misji.

Po ukończeniu „samouczka/prologu” dostajemy się do naszej bazy, którą możemy modyfikować, wstawiać w niej meble (wytwarzając je z części znalezionych podczas akcji). Wyposażenie wpływ na samopoczucie, komfort oraz zdrowie naszych towarzyszy, jak i naszego bohatera. Do dyspozycji otrzymujemy duży wybór mebli, gadżetów, przyrządów i maszyn, dzięki którym wykonywanie każdej misji będzie znacznie łatwiejsze. Przyznaję, że fabularne wstawki „wspomnień” podczas eksploracji naprawdę robią wrażenie.

Misje w opuszczonym mieście

Każdego dnia (w grze) wybieramy misję dla siebie oraz naszych towarzyszy broni. Pozwala to na sprawne rozwijanie swoich umiejętności dzięki zdobytym w trakcie misji punktom. Po każdym wykonanym zadaniu drużyna zdaje nam raport czy misja się powiodła oraz czego potrzebują (racje żywnościowe, amunicja, leki). Odpalając misję, zostajemy rzuceni w losowe miejsce danej lokalizacji. Po drodze zbieramy oczywiście surowce, które są wygenerowane losowo, najczęściej są to części elektroniczne i zioła. W trakcie misji spotykamy na swojej drodze również żołnierzy grupy NAR oraz mutantów, którzy za wszelką cenę (jak to przeciwnicy w grach) nie mogą dopuścić nas do ukończenia zadania. Nawet nie pytajcie, ile łacińskich zaklęć czasami musiało zostać rzuconych.

Strzelanie, moje ulubiene!

W danej misji możemy wykonywać małe questy poboczne i spotykać randomowych NPC. Przechodząc do strzelania w grze… Wiecie jak to ze mną i strzelaniem na padach. Zapewne znajdą się osoby, które będą zadowolone z mechaniki i dźwięków podczas wystrzału. Ja do tych osób nie należę. Strzelanie wydaje się mi ciężkie i wręcz irytujące. Zwłaszcza że wchodzenie w otwartą wymianę ognia z wrogami nie jest dla nas opłacalne, szczególnie w początkowej fazie gry, gdzie ilość amunicji jest mocno ograniczona.

By podkręcić nieco atmosferę, w Chernobylite mamy też głównego nemiesis, który zwie się „Czary Stalker”. Na samym początku gry zabija on jednego z naszych dwóch kompanów i w późniejszych etapach rozgrywki natrafiamy na niego niejednokrotnie. Całe szczęście nie musimy z nim walczyć. Najlepszym możliwym wyjściem jest po prostu ucieczka i chowanie się przed nim do czasu, aż zniknie.

Graficznie paluszki lizać

Jeszcze nigdy tak bardzo nie podobał mi się kolor zielony w przeróżnych wariantach i intensywnościach. Grafika i tekstury w Chernobylite moim zdaniem są urzekające. Twórcy przedstawili nam bardzo realistyczne otoczenie z dbałością o najdrobniejsze szczegóły. Okolice Czarnobyla zwiedza się z ogromną przyjemnością i czułam się, jakbym wybrała się właśnie na wycieczkę. Przechadzając się po planszach, zauważymy kołyszące się drzewa, bujającą się trawę, a jak się skupimy, to nawet chmury będą przemykały po niebie. Nie brakuje również cieni padających na ziemię i zniszczonych budynków (w tym mojego ulubionego widoku, jakim jest Diabelski Młyn w Prypeci). Ostre tekstury i ładne oświetlenie robią robotę. Graficznie ten tytuł jest znakomity, a sam obraz wręcz wylewa się z ekranu. Możliwe również, że strona graficzna jest kilkukrotnie lepsza w porównaniu do wersji komputerowej. Żyćko.

Wszystko ze wszystkim

Odnoszę wrażenie, że w Chernobylite jest za dużo możliwości, przez co niektóre mogą wydawać się niedopracowane. Z jednej strony zarządzamy drużyną i zasobami, z drugiej budujemy bazę, by pracowało nam się lepiej. Z innej strony walczymy ze zdrowiem psychicznym, a chwilę później z moralami wszystkich uczestników wyprawy. Gra oferuje wiele możliwości, zatem by dokładnie odkryć każdą z nich, trzeba poświęcić naprawdę wiele czasu. Prościej by było skupić się, po prostu na celu naszego głównego bohatera i na pokonywaniu wrogów. Menu zarządzania ekwipunkiem również nie powala na łopatki i jest mało intuicyjne.

Podsumowanie: Chernobylite

Jeżeli miałabym się nad czymś zachwycać w tej grze, to tylko i wyłącznie nad szatą graficzną, która w połączeniu z oprawą audio daje znakomity, mroczny klimat obecny w okolicach Czarnobyla. Jeżeli lubicie klimaty postapo z intrygującą fabułą i strzelaniem od czasu do czasu, to z pewnością się odnajdziecie. Oczywiście są elementy, które wypadałoby dopracować, albo chociaż zmniejszyć ilość możliwości na rzecz ulepszenia choćby strzelania (za duży odrzut) i byłoby lepiej. Niemniej gra ma ogromny potencjał i nie, nie jest to STALKER.

Dziękujemy firmie better. gaming agency za dostarczenie kodu recenzenckiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.