Do tej pory serię NiOh obserwowałam na ekranie monitora, kiedy to inni gracze, bardziej doświadczeni w tym gatunku, razem z innymi widzami na Twitchu pokonywali kolejnych przeciwników w efektownym stylu. Tym razem to ja stałam się jednym z tych graczy, który podjął rękawice i postanowił zmierzyć się z najnowszą częścią. NiOh 3, które cieszy się znakomitymi opiniami po premierze, wylądowało na mojej konsoli i zabrało mnie w swój świat. Czy było warto?
NiOh 3 to kolejna część uznanej serii RPG akcji z nurtu soulslike, która zadebiutowała w 2017 roku. Za projekt ponownie odpowiada japońska ekipa z Team Ninja, których można kojarzyć ze stworzenia kultowego Ninja Gaiden. Tytuł zabiera graczy do mrocznego świata fantasy opartego na realiach feudalnej Japonii, wprowadzając przełomową dla cyklu nowość: otwarty świat. Jako samotny wojownik zyskujemy pewną swobodę w eksploracji przeklętych ziem. Tam stawiamy czoła groźnym yokai – demonicznym istotom z lokalnych legend. Trzonem zabawy pozostaje wymagająca walka, w której kluczem do sukcesu jest mobilność oraz bezbłędne wyczucie momentu, by uderzyć w czułe punkty wroga. Gra trafiła na konsole PlayStation 5 oraz na PC przez Steam 6 lutego 2026. Za jej wydanie odpowiada KOEI TECMO.
Fabuła w NiOh 3
NiOh 3 oferuje nieco najbardziej ambitną i rozbudowaną strukturę narracyjną w historii cyklu, koncentrując się na losach Tokugawy Takechiyo – przyszłego sioguna epoki Edo. Spokój krainy zostaje jednak zburzony przez mroczne ambicje jego młodszego brata, Kunimatsu. Trawiony zazdrością i wspierany przez demoniczną moc, Kunimatsu staje na czele armii yokai, aby obalić brata i pogrążyć Japonię w krwawym chaosie. By powstrzymać katastrofę i odzyskać należne mu dziedzictwo, Takechiyo (wspierany przez opiekuńczego ducha Kusanagi) decyduje się na desperacki krok, a mianowicie podróż w czasie.
Wyprawa bohatera nie ogranicza się do jednego okresu. Produkcja rzuca graczy w wir kluczowych momentów historycznych. Prowadzi przez Potężny Zamek Edo, Krwawe starcia ery Sengoku w regionie Tōtōmi, czy też Klasyczne piękno dawnego Kioto (Heian-kyō). Prawdziwym przełomem i nowością w serii jest jednak wprowadzenie okresu Bakumatsu, czyli schyłku ery samurajów w XIX wieku. Dzięki iluzji otwartego świata (tak, bo nie jest on do końca otwarty), każda z tych epok oferuje rozległe, tętniące życiem obszary o wyjątkowej tożsamości wizualnej i historycznej.
Podczas wizyty w XIX-wiecznym Kioto gracze zobaczą znane z poprzednich części punkty orientacyjne. Odwiedzimy legendarne świątynie Kiyomizu i Honnoji w zupełnie nowym świetle. Te ikoniczne miejsca ulegają mrocznej transformacji pod wpływem tajemniczej, destrukcyjnej siły zwanej Crucible. To właśnie tam granica między historią a nadprzyrodzonym horrorem zaciera się najbardziej, stawiając przed Takechiyo wyzwania, jakich seria NiOh jeszcze nie widziała.

Zmiany w mechanice walki
Przełomem w NiOh 3 jest wprowadzenie dwóch uzupełniających się stylów walki, między którymi możemy przełączać się za pomocą jednego przycisku. Taki mechanizm poniekąd dzieli model rozgrywki na dwie różne filozofie starć. Pierwszą z nich reprezentuje Styl Samuraja. Uosabia on potęgę i tradycję, który skierowany jest do graczy preferujących ciężkie opancerzenie oraz defensywne podejście. Mimo tego, że bazuje on na klasycznych fundamentach serii, wprowadza istotną zmianę w systemie postaw. Niska, średnia i wysoka postawa nie są już dostępne od razu, lecz wymagają stopniowego odblokowywania na drzewku rozwoju. To zmusza do rewizji starych nawyków u graczy doskonale zapoznanych z serią. Fundamentem obronnym jest tutaj blokowanie oraz nowatorski system parowania, gdzie precyzyjne zatrzymanie uderzenia staje się kluczem do zwycięstwa w starciu. Całość uzupełnia powracający impuls Ki, służący do regeneracji energii i oczyszczania skażonych stref. Pojawił się także nowy system biegłości Arts Proficiency, który poszerza wachlarz dostępnych technik bojowych.
Dla kontrastu przygotowano Styl Ninja, z którym zdecydowanie bardziej się utożsamiam. Styl ten stawia na zwinność, iluzję oraz ataki z zaskoczenia kosztem ciężkiego pancerza. W tym trybie nasz bohater rezygnuje z tradycyjnego bloku na rzecz efektownych uników i akcji z powietrza. W tym stylu zastąpiono impuls Ki umiejętnością Mist, aktywowaną po ataku. Pozwala ona na błyskawiczną ucieczkę bez zużycia wytrzymałości i pozostawienie po sobie dezorientującego przeciwnika cienia. Walka w tym stylu umożliwia korzystanie z bogatego arsenału Ninjutsu, obejmującym kunai, bomby oraz zaawansowane techniki dystansowe.
To jeszcze nie koniec zmian
Niezależnie od wybranego stylu, wspólnym mianownikiem pozostaje mechanika kontrowania. Jest ona niezbędna zwłaszcza w starciach z bossami, gdy przeciwnik sygnalizuje potężny atak czerwoną poświatą. Udana kontra zbija jego postawę i otwiera drogę do zadania krytycznych, nierzadko zwycięskich obrażeń. Należy mieć jednak na uwadze, że istotne jest tu wyczucie odpowiedniego momentu. Przyznaję się bez bicia, że z tym się niestety nie lubimy. Mój brak cierpliwości sprawia, że każdy boss to u mnie walka z ogromnymi nerwami. Do tego stopnia, że zapominam o robieniu screenów, bo przecież by się przydały.

Rozwój postaci
Twórcy przenieśli oprawę wizualną drzewka rozwoju postaci niemal bezpośrednio z drugiej części. Interfejs wydaje się mało praktyczny i przejrzysty, pełen ikonek i opisów. Kluczowe mechaniki zostały wprowadzone w strukturę rozwoju, choć całość daje poczucie pewnej swobody w budowaniu swojej postaci. Całość skupia się głównie na odblokowywaniu niezbędnych podstaw, choć nie brakuje tu lekkiego wymuszania na graczu pewnych ruchów i konieczności wydawania punktów. Miałam chwilami wrażenie, że wykorzystywanie ich na początkowych etapach gry nijak ma się do odczucia, że coś rzeczywiście się poprawiło.
Rozwój naszej postaci jest niezbędny by… męczyć się z bossami (tak, ja się męczę). Każdy boss ma swój indywidualny zestaw animacji i ataków. Tego, niestety, niestety trzeba się nauczyć, a z tym mój brak cierpliwości i wewnętrznego spokoju ma problem. W efekcie pierwsze próby polegają na obserwowaniu i zapamiętywaniu ruchów niż na zadawaniu obrażeń. W tym miejscu można również odpuścić i poprosić grę o to, by się sama nad sobą zastanowiła (tak robię), ponieważ starcia wymagają dokładnego timingu uników, bloków i kontr, a także dobrego zarządzania wytrzymałością. Ja jestem za to z tych, którzy po prostu pchają się do przodu i od razu giną. Tym bardziej że każdy z bossów może zadać dwa lub trzy ciosy na raz, które kompletnie nas wykończą.
W walce z bossami musimy rozplanować w taki sposób, by w odpowiednich momentach przełączać się pomiędzy stylami walki. Zanim opanuje się ten mechanizm, całość będzie frustrująca i wytrącająca z równowagi. Z każdą setną śmiercią jest już łatwiej, obiecuję.


Widoki i grafika w NiOh 3
W NiOh 3 można pod pewnym względem zachwycać się poziomem graficznym. Od pierwszych chwil w tym świecie można zauważyć bardzo mroczny styl charakterystyczny dla całej serii i szczegółowe projekty przeciwników oraz zbroi. Mimo to twórcy bardziej skupili się na płynności walki niż na zachwyceniu graczy oprawą wizualną. Ogólnie produkcja jest naprawdę ładna w detalach, lecz nie zawsze imponuje jak największe produkcje. Zaskoczeniem może okazać się bardzo rozbudowany kreator postaci, który pozwala na nałożenie na bohatera wielu blizn, piegów i innych dodatków. Możemy nawet decydować o odcieniu koloru oczu, wysokości nosa czy oddaleniu od siebie oczu. Dobry smaczek, choć w ogólnym rozrachunku podczas gry nawet na to nie zwrócimy uwagi, a sama spędziłam tam dobre 30 minut.










Może chętni na walkę z poległymi graczami?
To, co okazało się dla mnie bardzo ciekawym wyzwaniem, to walka z graczami, którzy w danym miejscu ponieśli klęskę, co przypomina rozwiązania z poprzednich części. W świecie NiOh 3 znajdziemy ślady śmierci innych graczy w kolorze niebieskim oraz czerwonym (ja po takiej liczbie śmierci powinnam być już co najmniej ozłocona). Po ich aktywowaniu pojawia się kontrolowany przez SI „cień” gracza z jego ekwipunkiem i stylem walki. Taki przeciwnik zachowuje się trochę jak mini-boss i nie ma tu czasu na przemyślenia. Od razu rozpoczyna się walka na śmierć i życie. Duch gracza potrafi używać kombinacji broni, bloków i uników, przez co starcia są nieprzewidywalne i lekko chaotyczne.
Oczywiście walka z takim cieniem jest całkowicie opcjonalna. Możemy ją podjąć dla samych nagród i nowego sprzętu lub po prostu ominąć, przechodząc dalej przez kolorowe pole. By móc te starcia w ogóle rozpocząć potrzebujemy odpowiedniej ilości dedykowanych zasobów.

Czy jest ciężko?
Czasami. Trudność z całą pewnością stanowi ważny element serii. Gra wymaga opanowania systemu walki, zarządzania wytrzymałością i reagowania na ruchy przeciwników. Na początku po prostu się ginie i to całkiem często (wiem, co mówię). To dlatego, że postać ma mało zdolności i słaby sprzęt (a gracz słabą cierpliwość). Z czasem robi się łatwiej, dlatego wytrwałość w tej grze jest bardzo ważnym aspektem. Na samym początku nie wybierzemy sobie poziomu trudności jak w innych grach RPG – od razu wchodzimy w mroczny, brutalny świat, który pozostawia w dalszej podróży tylko tych najwytrwalszych.
Podsumowanie
Nioh, nioh, nioh Panie i Panowie, wywijamy kataną! NiOh 3 bardzo udanie rozwija znaną formułę serii, dodając świeże pomysły. Największą zmianą są dwa przełączane style walki, które wymuszają taktyczne podejście i naukę mechanik. System rozwoju daje swobodę, choć jego interfejs bywa mało wygodny, a początki potrafią sprawić wrażenie powolnych i bardzo irytujących. Pamiętajcie także, że gra nie posiada języka polskiego, nawet w napisach.
Starcia z bossami oraz cieniami poległych graczy są często frustrujące, lecz z czasem przynoszą pewną dozę satysfakcji. Gra nagradza cierpliwość, znajomość ruchów przeciwników i umiejętne zarządzanie zasobami. Poziom trudności pozostaje wysoki, więc produkcja kieruje się głównie do fanów wymagających RPG i oczywiście miłośników NiOh.
Oprawa graficzna utrzymuje mroczny klimat i dobre detale, chociaż większy nacisk położono na płynność walki niż na widowiskowość. To solidna, trudna i rozbudowana odsłona serii, która najbardziej docenią gracze lubiący wyzwania, techniczną walkę i posiadający ogromne pokłady cierpliwości i pokory do starć. Przede mną jeszcze wiele nauki cierpliwości i spokoju, choć mój Ninja jest całkiem fajny.
Kod recenzencki został przekazany przez Better.Gaming Agency.
better.gaming agency bettergaming.pro KOEI TECMO KOEI TECMO Europe Nioh 3 PlayStation 5 recenzja gry Team NINJA
Last modified: 16 maja 2026