Media społecznościowe to najnowszy model różowych okularów

Internet uczynił świat małym. Tak małym, że na wyciągnięcie ręki możemy zobaczyć najpiękniejsze miejsca oddalone o tysiące kilometrów w Ameryce i tak małym, że w ciągu sekund komunikujemy się z kolegą mieszkającym w Azji. Czy jednak do takich celów najczęściej wykorzystujemy internet? I jak to wpływa na nasze życie?

Media społecznościowe w krótkim czasie zmieniły sposób, w jaki komunikujemy się z ludźmi. Tak krótkim, że w zasadzie nie jesteśmy stuprocentowo pewni, jaki to ma na nas wpływ, a każde kolejne badanie stawia kolejne pytania, na które cały czas ktoś szuka odpowiedzi. W 1970 roku Alvin Toffler, pisarz i futurolog, wydał książkę, w której skupia się na świecie przyszłości i psychologicznych konsekwencjach niepowstrzymanego rozwoju naukowo-technologicznego. I chociaż możemy uznać to hasło za używane zbyt pochopnie, to w tym przypadku nie ma wątpliwości, że przyszłość dzieje się właśnie teraz.

Do kawy, obiadu i na dobranoc

Jeśli budzisz się i sięgasz po telefon, by sprawdzić, co działo się na Facebooku, gdy spałeś, to… Gramy w jednej drużynie, tak samo jak 50% Amerykanów w wieku 18–24 lat. Kilkukrotne lub kilkunastokrotne sprawdzanie Facebooka lub Twittera w ciągu dnia może być dobrym sposobem na kontakt ze znajomymi lub chwilową nudę, ale może też doprowadzić, że poczujesz się uzależniony i przygnębiony.

Heroina, kokaina, amfetamina, Facebook

Lajki, komentarze i wiadomości wywołują poczucie akceptacji i podnoszą samoocenę. Im jednak więcej korzystamy z mediów społecznościowych, tym mniej jesteśmy zadowoleni. Dlaczego? Każda aplikacja chce nas zatrzymać tak długo, jak to możliwe. W tym celu portale stosują przeróżne praktyki. Poza wykorzystywaniem algorytmów, które starają się podsuwać najciekawsze dla danego użytkownika treści, dostarczają tzw. wyzwalaczy uzależnienia. Działa to dokładnie tak samo, kiedy dajemy alkohol alkoholikowi lub narkotyki narkomanowi. Dobrze dobrane treści uwalniają dopaminę do naszego mózgu – hormon odpowiedzialny za uczucie nagrody, przyjemności i motywacji. Zdarzyło ci się kiedyś przeglądać Facebooka lub Twittera i pomyśleć „To o mnie!”? Jeśli tak, właśnie zostałeś złapany na wyzwalacz i czujesz, że jesteś członkiem danej społeczności. Czujesz, że gdzieś przynależysz. Choć może to w pierwszej chwili brzmieć absurdalnie, następnym razem zwróć uwagę na swoją reakcję.

Główny bohater – pieniądze

W zdecydowanej większości przypadków to nie sam portal jest odpowiedzialny za tego typu treści. Jednak to on, we współpracy z twórcą lub reklamodawcą, podsuwa je, by czerpać z nich jak najwięcej korzyści (głównie finansowych). Tak, jak alkoholicy piją coraz więcej, tak też użytkownicy spędzają w mediach społecznościowych coraz więcej czasu, by dostać odpowiednią, coraz większą dawkę satysfakcjonujących ich treści, a cała reszta – większe dochody. W przypadku odstawienia użytkownicy mogą doświadczyć spadku nastroju i poczuć się społecznie odizolowani. Jak przy każdym innym uzależnieniu.

Błędne koło emocji

Emocje są zaraźliwe. Tego nie trzeba nikomu tłumaczyć, wszyscy to znamy z doświadczenia – śmiejemy się, przebywając w rozbawionej grupie, a w sytuacjach kryzysowych wpadamy w zbiorową panikę. W identyczny sposób reagujemy na informacje dostarczane nam przez media społecznościowe. Każdy post zabarwiony emocjonalnie ma na nas wpływ. Nie na każdego taki sam. To, jak odbieramy poszczególne treści, zależy od naszych doświadczeń, osobowości i podejścia do świata. Facebook uczy się naszych zachowań i podsuwa nam coraz więcej treści, w które się zaangażujemy. Użytkownicy, którzy zaangażują się w informacje ze świata, np. o wypadku lub zamachu terrorystycznym, automatycznie sprofilują treści, które wyświetlą się im w następnej kolejności. W ten sposób Facebook zamyka nas w bańce. Nie tylko informacyjnej, ale i emocjonalnej. Nie jest źle, kiedy jesteśmy największymi fanami zdjęć kotków i wideo z tworzeniem jedzenia. Problem zaczyna się w momencie, w którym angażujemy się w mniej optymistyczne treści i przykładowo przejmujemy się wydarzeniami na świecie, polityką w kraju i walczymy o prawa kobiet. Jak ja. W takiej sytuacji Facebook jednocześnie zamykając nas w takiej bańce, wyświetla zdjęcie znajomego przebywającego na trzytygodniowym urlopie w pięknym, zagranicznym kurorcie. A Ty siedzisz, pracujesz, za oknem pada deszcz. Co wtedy czujesz?

Czynnik porównawczy

No nie mów, że nie, nie wypieraj się. Czasem wszyscy czegoś zazdrościmy, ale poziom naszej reakcji jest zależny od stopnia zażyłości z daną osobą. Jeśli nasz najlepszy przyjaciel poleciał w podróż poślubną na koniec świata albo wyjechał na wyczekiwany od roku urlop, istnieje większe prawdopodobieństwo, że zazdrość nie pojawi się w nas w ogóle. Wynika to z tego, że znamy realną sytuację danej osoby i uznamy, że „zapracował na odpoczynek”. Największy poziom zazdrości wywołują w nas dalsi znajomi, np. znajomi ze szkoły lub osoby, które kiedyś przypadkiem poznaliśmy i znalazły się w kręgu naszych wirtualnych kontaktów. Porównujemy ich życie z naszym, nie mając pełnego obrazu sytuacji.

Syndrom sztokholmski

Odczuwanie negatywnych emocji nie powstrzymuje nas przed ponownym zajrzeniem na stronę czy w aplikację. Praktycznie za każdym razem, gdy to robimy, widzimy coś, co sprawia, że czujemy się jeszcze gorzej. Nie są to kamienie milowe i jeden post znajomego z wakacji nie doprowadzi nas do załamania nerwowego, ale dołoży malutką cegiełkę do muru złego samopoczucia. Muru budowanego nieświadomie przez lata. Muru, który dostrzegamy dopiero w momencie, gdy jest zbyt duży, żeby go samodzielnie przeskoczyć. Wiele jednostkowych przypadków, krótkich impulsów i migawek emocji, dostarczanych nam regularnie, może wpłynąć na jakość i zadowolenie z życia i wpłynąć na tworzenie kolejnego błędnego koła emocji. Czyli na publikowanie własnych treści.

Patrząc przez różowe okulary

Uczucie zazdrości, jakie odczuwamy przy obserwowaniu życia innych ludzi przez media społecznościowe, może spowodować, że człowiek chciałby, by jego życie wyglądało lepiej niż w rzeczywistości i wzbudzało zazdrość u znajomych. To wszystko jednak nie ma największego sensu, a tylko napędza spiralę zazdrości w nieskończoność. Takim zachowaniem pozbawiamy się jednego z ważnych elementów życia – smutku. Każdy psycholog potwierdzi słowa, że smutek jest emocją, jak każdą inną. Jak radość i złość. W momencie, w którym nie zderzamy się z problemami dalszych znajomych i oglądamy ich idealne życie, zapominamy o tym, że problemy też muszą istnieć. Dlatego doświadczając ich w naszym życiu, możemy mieć problem ze zrozumieniem, skąd smutek się bierze i co ma na celu. A przede wszystkim – jak sobie z nim radzić.

Wnioski

W tej sekundzie wyłącz Facebooka i wyjdź na spacer.

Nie no, żartowałam…

Chociaż nie do końca. Media społecznościowe odgrywają w naszym życiu zbyt ważną rolę, żeby z nich całkowicie zrezygnować. Rozmawiamy tam, umawiamy się na spotkania, dowiadujemy się o wydarzeniach w okolicy, a nawet pracujemy. Jednak pozwólmy sobie na decydowanie, co chcemy widzieć, gdy otwieramy aplikacje z danym medium społecznościowym. Nie miejmy oporów przed rezygnowaniem z kontaktów, które wywołują w nas negatywne emocje. Możemy pozbyć się treści, które powodują, że źle się czujemy. Obserwujmy nasze emocje i dbajmy o kanały dokładnie tak samo, jak powinniśmy dbać o swoje zdrowie psychiczne. Czyli najlepiej, jak potrafimy.

1. R. Darmoc, Marketing Addiction: The Dark Side of Gaming and Social Media, Journal of Psychosocial Nursing and Mental Health Services. 56, 4: 2 https://www.healio.com/psychiatry/journals/jpn/2018-4-56-4/%7Bb1930695-c1a4-45f4-a352-8b4c4945b104%7D/marketing-addiction-the-dark-side-of-gaming-and-social-media.pdf.

2. E.C. Tandoc Jr., P. Ferrucci, M. Duffy, Facebook use, envy, and depression among college students: Is Facebooking depressing? Computers in Human Behavior, Volume 43, February 2015, Pages 139–146.

3. E. Kross, P. Verduyn, E. Demiralp, J. Park, D.S. Lee, N. Lin et al. (2013), Facebook Use Predicts Declines in Subjective Well-Being in Young Adults. PLoS ONE 8(8): e69841. https://doi.org/10.1371/journal.pone.0069841.

4. D.S. Bickham, Y. Hswen, M. Rich (2015), Media use and depression: Exposure, household rules, and symptoms among young adolescents in the USA. International Journal of Public Health, 60(2), 147–155. https://doi.org/10.1007/s00038-014-0647-6.

5. B.A. Primack, M.A. Bisbey, A. Shensa et al., The association between valence of social media experiences and depressive symptomsDepress Anxiety2018;1–11. https://doi.org/10.1002/da.22779.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

GdaAnka pisze:

Ostatnio miałam szkolenie z zarządzania stresem i usłyszałam podobne zdanie o stresie jakie Ty piszesz o smutku. Na początku pomyślałam że banialuki. Ale niestety to prawda, że chcąc uniknąć stresu czy smutku odbieramy sobie coś. Przeglądając FB tak naprawdę nie pobudzamy ośrodka nagrody, a ośrodek ulgi. Rozładowujemy tylko napięcie, które w nas się wytworzyło. Tak samo jak sięgając po papierosa, bo palenie kojarzy nam się z odprężeniem, ale samo w sobie nie uspokaja (nikotyna pobudza).

Magda pisze:

Dokładnie tak, podejmujemy jakąś czynność, do której jesteśmy przyzwyczajeni, w tym przypadku ponowne otworzenie strony czy aplikacji. Czy mówimy o smutku, czy stresie, czy zazdrości, czy jakiejkolwiek innej negatywnej emocji, działa to tak samo.

Paczi pisze:

Mądrze powiedziane, polać jej! 🙂 oraz szacunek za przypisy 🙂
Rozmawiałam na podobny temat ze znajomą – wielu się wydaje, że wszystkie dziewczyny takie „piękne”, w końcu na wszystkich selfie makijaż, fryzura, ciuchy, nawet poza czy mina – żeby tylko wyjść jak najładniej. Nie wrzucimy zdjęcia w dresie, z brudna głową itd, bo jak to wygląda. Ale wyjść tak do sklepu to już niektórym (np mi) nie przeszkadza 🙂

Magda pisze:

O nie, to ja nawet tak do sklepu nie wyjdę, bo mam z tym problem. Niestety nasz wizerunek we własnych oczach przez wszelakie media został wypaczony. Stąd tyle akcji mówiących o body positive…

Paczi pisze:

I bez sensu. Trzeba pokochać swoje ciałko 🙂 w końcu ma się tylko jedno 🙂 zresztą to też jest śmieszne – mając długie włosy chcemy krótkich, mając krótkie chcemy długie, mając kręcone – proste, a proste-kręcone… I nie dogodzisz :p a media społecznościowe są głupie, nie rosną i mają wszy! 😂

GdaAnka pisze:

Dobrze gada. Polać jej!

Paczi pisze:

Tylko żeby zimne było! 😀
co nie zmienia oczywiście faktu, że dbanie o to ciałko jest spoko i to nie znaczy że go nie kochamy 🙂