Netflix: The Witcher | recenzja nowego Wiedźmina

UWAGA: W poniższej recenzji mogą pojawić się spoilery. Jeżeli jednak nie chcesz ich zobaczyć, najlepiej odpuść sobie jej lekturę, do momentu, w którym zobaczysz serial.


Miniony weekend upłynął milionom ludzi na całym świecie pod znakiem wiedźmińskiego miecza. Niejeden wziął wolny piątek w pracy, by od godziny 9:00 rozpocząć całodzienny seans. Ktoś inny postanowił ukradkiem oglądać go w pracy w ramach przerwy. Znaleźli się i tacy, którzy zaczekali do wieczora i zobaczyli po 2-3 odcinki. Co więcej, znam takich, którzy jeszcze nie rozpoczęli. „Wiedźmin”, najgłośniejszy serial ostatnich tygodni w końcu ujrzał światło dzienne. Zdania na temat tego tytułu są podzielone. Z moim niekoniecznie musicie się zgodzić.


Pierwszy sezon „Wiedźmina” zaoferował nam 8 odcinków, które trwają około godziny. Wytrwali, którzy oglądali odcinek za odcinkiem – kłaniam się nisko. Zdaję sobie sprawę z tego, że szerokie grono fanów miało ogromne oczekiwania i to właśnie oni są najbardziej zawiedzeni. Niestety, ja nie miałam takich oczekiwań. Moim jedynym było to, by serial był godny. I szczerze uważam, że to się udało. Przeczytałam już wiele komentarzy, w których mocno zarzuca się twórcom niezgodność z książkami. Z całym szacunkiem, ale bądźmy szczerzy – od kiedy wszystko to, co jest napisane w książkach, zostaje ukazane na ekranach dokładnie tak samo? Z tego, co zdążyłam zobaczyć oglądając ekranizacje powieści Kinga, tak dzieje się zawsze. Żeby było śmieszniej, pojawiają się też głosy narzekające na fakt, że w grze postacie wyglądały inaczej niż w tegorocznej adaptacji. No naprawdę…?


Czas na wisienkę na torcie. „Wiedźmina” możemy obejrzeć aż w trzech wersjach: oryginalnej z napisami, z lektorem oraz polskim dubbingiem, na który narzeka wiele osób. Michał Żebrowski użyczył głosu Geraltowi, Natalia Smagacka – Ciri, a Yennefer – Justyna Kowalska. Ten irytujący, śpiewający i nieprzewidywalny Jaskier przemówił do nas głosem Marcina Franca. I teraz trochę się Wam podstawię. Serial oglądałam z dubbingiem. Kilka razy przełączyłam go na oryginał z napisami, by porównać, jak głosem operuje Cavill, a jak sprawdza się w tej roli Żebrowski. Zgodzicie się z tym lub nie, ale dubbing mi odpowiada. I może Żebrowski mówi wszystko jednym ciągiem i nie stara się jakoś intonować niektórych słów, to nadal podoba mi się ta wersja. Najważniejsze – pamiętajcie o tym, że dostępne są trzy wersje i każdy może oglądać ten serial, jak chce.


Jakie były moje odczucia po zobaczeniu pierwszych dwóch odcinków? Potraktowałam je jako efektowne wprowadzenie do historii. Sceny walk, w których odcinane są kończyny, głowy fruwają w powietrzu, wystrzelone strzały wbijają się precyzyjnie w oczodoły, a Geralt efektownie wymachuje swoim mieczem i widowiskowo pokonuje strzygę, są genialne. Przedstawiona mroczna i zarazem smutna historia Yennefer momentami była dla mnie nudna i czekałam na koniec, ale starałam się maksymalnie skupić na fabule. Muszę jednak przyznać się przed Wami, że minęło dobre kilka sekund, zanim dotarło do mnie, że ta niezbyt atrakcyjna i przygarbiona dziewczyna, której czary nie wychodzą najlepiej, to ta piękna, czarująca i niezwykle potężna Yenn.


Muzyka. Co powiecie o muzyce, która w serialu znakomicie oddaje klimat i podkreśla każdą ze scen? Bo nie uwierzę, że ktokolwiek z Was choć raz nie zanucił tej jednej, wpadającej w ucho pieśni Jaskiera, która zarówno w oryginale, jak i w polskiej wersji jest po prostu genialna!


Geralt jak żywy

Wiedźmin z krwi i kości. Niezwykle opanowany, poważny, umięśniony, tajemniczy i oszałamiająco przystojny Henry Cavill znakomicie odnalazł się w tej trudnej roli. Wszystkie sceny walki połączone z wyjątkową wiedźmińską choreografią (jak na Wiedźmina przystało), ogląda się z ogromną przyjemnością. Tu należy przypomnieć istotny fakt, że Henry podczas zdjęć nie korzystał z pomocy dublerów, co podkreśla jego oddanie, zaangażowanie i pełne wcielenie się w postać. To, co jest również charakterystyczne dla Wiedźmina to jego rozmowy z Płotką – koniem, który towarzyszy mu podczas każdej wyprawy i których nie zabrakło. Pewnie pamiętacie, nie tylko z książek, ale i gier, że Geralt cechował się również sarkastycznym poczuciem humoru i specyficzną mimiką twarzy, o której również nie zapomniano. Przyznaję, jego częste „fuck” podczas niektórych sytuacji mimowolnie wywoływało uśmiech na mojej twarzy. Dlaczego? Bo pewnie tak samo bym reagowała w podobnych momentach.

Jeżeli chodzi o pozostałe role w serialu, to muszę przyznać, że moim zdaniem każdy aktor znalazł się na odpowiednim miejscu. Anya Chalotra miała naprawdę niełatwy orzech do zgryzienia, jeżeli chodzi o postać, w którą się wcieliła. Uważam, że poradziła sobie z nią znakomicie. Jej nietypową urodę podkreślają śliczne fioletowe oczy, które polubiłam i na które czekam już w kolejnym sezonie. Choć serial skończył się, jak się skończył, Yenn zniknęła po walce i okazaniu swojej niezwykle potężnej mocy, jestem ciekawa, jak twórcy podejdą do jej postaci w kolejnych odcinkach i co jeszcze się wydarzy.

Freya Allan, która stała się księżniczką Ciri i Dzieckiem Niespodzianką, również mi się podobała. Jej dziecięca, niewinna uroda w połączeniu z tą skrytą, wyjątkową mocą to absolutna mieszanka wybuchowa (jak się okazało na polanie). I choć mogłaby być odrobinę młodsza względem tego, co zostało zapisane w książkach, to podczas seansu nie zwróciłam na to większej uwagi. Dopiero teraz, kiedy zaczynam o tym myśleć i kojarzę kilka faktów.

Chronologia i sceneria w serialu

Jeżeli ktoś zdecydował się zobaczyć „Wiedźmina”, a nie miał wcześniej styczności z prozą Andrzeja Sapkowskiego, ten może mieć momentami całkiem poważne problemy dotyczące chronologii, ponieważ nie tylko sceny, ale i czas ich trwania jest przeplatany. I choć same podstawy fabuły serialu są dość łatwe do zrozumienia, to można chwilami złapać stan pod tytułem „Ale skąd to się tu wzięło i w sumie to o co chodzi?”. Miałam tak w jednym momencie, w którym nasz Maciej Musiał grający rolę Sir Lazlo, na początku ginie, po czym pojawia się w ostatnich scenach. Owszem, może i zagrał niewiele, ale zagrał. Patrząc na całość, wydaje mi się, że twórcom udało się zachować w miarę zgodną z książkami kolejność i wiernie przedstawić wszelkie wydarzenia.


Czy ktoś z Was, tak jak ja, czekał na to, żeby zobaczyć, jak w „Wiedźminie” Netflixa wygląda smok? Wiecie, tak, żeby zapomnieć o tym, jak wyglądał w polskiej adaptacji… Bo zarówno ten zielony, jak i złoty, w końcu przypominały smoki, a złoty poruszał się w taki sposób, w jaki powinien. Same efekty specjalne w serialu są godne, choć z butów nikogo raczej nie wyrwą. Twórcy zachowali również ten charakterystyczny ponury i brutalny klimat – a przecież o to właśnie chodziło.


Kto należy do tych bardziej spostrzegawczych widzów, ten z pewnością zauważył, że zamek przedstawiony w ostatnim odcinku, to zamek Ogrodzieniec. Tak, dokładnie tak! Ja takiego akcentu się nie spodziewałam, ale muszę przyznać, że ostatecznie jest to miłe zaskoczenie. Bo gdzieś tam wcześniej krążyły informacje, które zderzyły się z moimi oczami, że ekipa „Wiedźmina” wybiera się na zdjęcia właśnie do tego zamku. Wtedy nie zwróciłam na to większej uwagi, stąd u mnie takie zaskoczenie. No i wiecie, nie wiedziałam, że ta nasza Polska jest taka piękna, jak to pokazali w serialu.


Co mogę więcej napisać, żeby nie zarzucić zbyt wielu spoilerów. Czekam na kolejne sezony, które zostały już zapowiedziane i na to, jak losy Geralta, Yennefer i Ciri zostaną przedstawione. I choć wiele osób miało bardzo wysokie wymagania i oczekiwania co do tej produkcji, to w skali od 1 do 10 pozostawię 9. Pierwszy sezon, moim zdaniem, należy potraktować jako wprowadzenie do całości. Klimat, sceneria, muzyka i fantastyczne kostiumy robią ogromne, pozytywne wrażenie. Wierzę, że kolejne sezony będą jeszcze lepsze i z czystym sumieniem stwierdzam, że właśnie pojawiła się godna pozycja na platformie Netflixa, która ma szansę odnieść ogromny sukces.


„Wiedźmin” jest dostępny na platformie Netflixa od 20 grudnia 2019.

Fenomen Wiedźmina

A konsolowe.info jest super!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *