Mój rok z Nintendo

Za dwa dni minie dokładnie rok. 31 marca 2021 wyjęłam z pudełka swoją pierwszą konsolę Nintendo Switch Lite. Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że do końca roku 2021 będę miała u siebie 5 różnych konsol – wyśmiałabym i poprosiła, by przestał pić lub odstawił to, co właśnie bierze. Tymczasem Lite, a później Switch OLED skutecznie wygryźli mojego narzeczonego (PlayStation 5) z miejsca konsoli, której najczęściej używam. Xbox One potrafi się tylko aktualizować, a PS z zazdrością zerka jak gram na Switchu. Zasłużone PS4 czeka, aż od czasu do czasu odpalę mu tryb startującej w kosmos rakiety. No i znajdź tu człowieku czas na Netflixa…


Przenośne konsole Nintendo cieszą się coraz większą popularnością. Ich główną zaletą jest fakt, że możemy je zabrać ze sobą dosłownie wszędzie. Nawet jeżeli wyjedziecie do hotelu, wystarczy Wam kabel z zestawu i stacja – w ten sposób Switcha podłączycie do TV i możecie grać, nawet w kilka osób. Oczywiście na taki rarytas nie pozwoli Wam wersja Lite, ale ona również ma w sobie coś uroczego. O swoich pierwszych wrażeniach dotyczących Switcha Lite napisałam w recenzji, już po pierwszych godzinach zabawy. Dziś troszkę dłużej posiedzimy z OLEDem.

Jaki Ty jesteś piękny!

Połączenie czerni i bieli to najlepsze i najbardziej estetyczne połączenie, jakie moim zdaniem istnieje. Na punkcie białych joy-conów od razu dostałam świra. Moje kocie dziecko otarło się kilka razy o nie, więc… Skończyło się na zakupie nasadek silikonowych z motywem Mario do ich ochrony, jednak te ubrudziły je i nie da się ich doprowadzić do bieli. Morał z tego taki, że kupię nowe, jak tylko będą dostępne (tak, to nie jest normalne, wiem).

Nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jak trzęsły mi się ręce, kiedy powolutku wyciągałam kolei wszystko to, co znajduje się w pudełku. No, a kiedy w końcu poskładałam wszystko w jedną całość, moim oczom ukazał się duży (tak, w końcu optymalny dla mnie) ekran OLED i białe, cudowne joy-cony, z którymi od razu się polubiłam (co już wiecie). Uznacie to za szaleństwo, ale przez pierwsze dwa miesiące Switch leżał w folii bąbelkowej, do momentu, w którym przyszedł pokrowiec. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po jakimś czasie zauważyłam, że konsola fabrycznie ma naklejoną folię ochronną na ekran. To ogromny plus! W zestawie z konsolą Nintendo Switch OLED i ekranem dotykowym o rozdzielczości 1280×720 i przekątnej 7 cali otrzymujemy:

Porównanie do starego Nintendo? Hmmm…

Niestety, nie miałam okazji obcować z pierwszą konsolą Nintendo Switch, choć niejednokrotnie miałam okazję zapoznać się z jej specyfikacją. Kiedy Switch Lite wylądował w moich dłoniach jedynie, co mi przeszkadzało, to maleńki ekran, a jak doskonale wiecie, telefony lubię duże, więc i przenośna konsola musi taka być. W porównaniu ze swoim starszym bratem OLED jest po prostu troszkę ulepszony, nie jest to Switch PRO, na którego wszyscy czekali.

Nintendo Switch OLEDNintendo Switch
pojemnościowy ekran dotykowy OLED 7′ 1280×720pojemnościowy ekran dotykowy LCD 6.2′ 1280×720
102 mm x 242 mm x 13,9 mm z kontrolerami102 mm x 239 mm x 13,9 mm z kontrolerami
waga ok. 320 g, z joy-conami 420 gwaga ok. 297 g, z joy-conami 398 g
procesor quad-core Cortex A57 + quad-core Cortex A52 1,02 GHz zmodyfikowany procesor NVIDIA Tegra
pamięć wewnętrzna 64 GBpamięć wewnętrzna 32 GB
pamięć RAM 4 GBpamięć RAM 4 GB
slot na karty microSDHC i microSDXC do 2TBslot na karty pamięci microSD, microSDHC oraz microSDXC.
moduł Bluetooth 4.1moduł Bluetooth 4.1 (tylko w trybie TV)
łączność bezprzewodowa Wi-Fi (802.11 a/b/g/n/ac)łączność bezprzewodowa Wi-Fi (IEEE 802.11 a/b/g/n/ac)
głośniki stereogłośniki stereo
bateria 4310 mAh bateria 4310 mAh
czas działania na jednym ładowaniu 4.5 – 9 godzinczas działania na jednym ładowaniu 3 – 6 godzin

Dwie konsole Nintendo, jak to pogodzić?

To było dobre pytanie. Tym bardziej że OLEDa, z moim zboczeniem do dbania o wszystko, było mi najzwyczajniej w świecie szkoda. Długo broniłam się przed tym, żeby na nim grać, jednak zaczęłam sobie sortować gry. Te bardziej wymagające i szczegółowe zaczęły lądować na OLEDzie, a reszta, przy której stawia się na pełen luz, była przerzucana na Lite. W ten sposób sprawiłam, że obie konsole są mi potrzebne, a rozgrywka na każdej z nich jest świetna.

Ekran w OLEDzie jest naprawdę wyrazisty, widać różnicę, którą ja jedynie mogę zauważyć na swoich konsolach. Po pierwszym podłączeniu konsoli pod TV zaczęłam się zastanawiać, czy PlayStation 5 nie jest zagrożone pod względem mojego numeru 1. No i wiecie co? Zagrożenie jest realne.

Pełna wygoda

Z padami też można leżeć pod kocykiem, na wygodnej kanapie i grać. No niestety, konsolom Nintendo poświęcam znacznie więcej czasu niż PlayStation. Głównie dlatego, że po prostu biorę konsolę do ręki i od razu gram, bez oczekiwania na połączenie z TV i ustawieniem się przed nim tak, żeby było mi wygodnie. Leżę na boku w łóżku, odwrócona twarzą do ściany – i gram. Kiedy bolą mnie plecy, przyjmuję pozycję „na paragraf” z głową w dół – i nadal gram. Mobilność, jaką daje Nintendo, jest nie do zastąpienia. No, na horyzoncie pojawił się Steam Deck, jednak wiecie… To nie to samo. Od ekranu nowego Switcha wprost nie można się oderwać. To wszystko przez jakość. Co prawda, wielu graczy spodziewało się wielkiego WOW, a spotkali się z ulepszeniem kilku rzeczy. Niemniej jednak ja jestem absolutnie zakochana.

Mój ci on, taki ładny

Choć głośniki w OLEDzie mają jedynie ulepszoną obudowę, sprawiają, że nie trzeba sięgać po słuchawki, by maksymalnie zanurzyć się w rozgrywce. Tym razem zestaw dźwiękowy znajduje się wewnątrz urządzenia i to właśnie dlatego dźwięk brzmi tak dobrze. W porównaniu do swojego starszego braciszka Nintendo Switch OLED wyróżnia się nie tylko wielkością, wagą i ekranem, ale również podstawką niczym w Microsoft Surface. Podpórka ta bez problemu utrzymuje konsolę w dowolnej pozycji, więc korzystanie z niej jak z tabletu jest mega wygodne.

Musicie jednak pamiętać, że akcesoria i dodatki pasujące do poprzedniego Nintendo Switch niekoniecznie będą pasowały do OLEDa. Jest nieco większy, przez co etui musi być dedykowane właśnie dla tej wersji. Mnie udało się znaleźć takie na Aliexpress, bo uparłam się, że chcę białe. Niby pokrowce z poprzedniego Switcha pasują (jak donoszą posiadacze obu konsol), jednak ciężko stwierdzić jak się ma kwestia bezpieczeństwa podczas transportu.

Stacja dokująca, która… pasuje do wnętrza!

No i tutaj, cały na biało (dosłownie) wjeżdża wątek lifestylowy związany ze stacją dokującą. Przeprojektowany dock w porównaniu z poprzednikiem jest teraz bardziej owalny i doczekał się nowego, pięknego, białego koloru z czarnymi akcentami. Nawet jeżeli z niego nie korzystacie w danym momencie, to do nowoczesnego wnętrza wpasuje się idealnie! Jako coś nowego w stacji dokującej jest fakt, że posiada ona wbudowany port LAN, jednak kosztem jednego złącza USB. Przesyła ona sygnał w 4K i 60 FPS.

Wiele słyszy się od użytkowników Nintendo, że joy-cony są awaryjne, a gałki analogowe w pewnym momencie zaczynają żyć swoim życiem. Ponoć w wersji OLED kontrolery zostały skonstruowane z lepszych materiałów, które mają za zadanie opóźnić ich zużycie. Producentom niestety nie udało się całkowicie wyeliminować tego problemu, porównując go do zużywania się opon w samochodach. Całe szczęście ogromnym plusem, jaki udało mi się zauważyć, jest sama bateria i jej żywotność na jednym ładowaniu. Właśnie dlatego tak się polubiliśmy…

Mój rok z Nintendo

Gram. Cały czas gram. Nałogowo codziennie, choć na chwilę odpalam Switcha. Jeżeli wpadają gry do recenzji na Nintendo, jest mi łatwiej je przejść niż na konsoli PlayStation, przy której muszę sztywno siedzieć w jednym pomieszczeniu. Jadę do znajomych? Fajnie, jak pójdą spać, ogarnę kolejny poziom w grze na Switchu. Nie ma Internetu? Trudno, podłączę sobie Switcha pod hotspot z telefonu i zagram. Wręcz z niebieskiej strony mocy zaczynam powoli wsiąkać z Czerwoną. Tylko mobilnie, bo gdy ktoś zapyta mnie, co warto wybrać, to twardo powiem, że PlayStation 5.

Jak każde urządzenie, tak i Nintendo Switch OLED ma swoje wady. Główną z nich jest to, że jest niesamowitym, mobilnym pożeraczem czasu (co jednocześnie można uznać za zaletę). Wariant kolorystyczny na czele z bielą, ekran doskonale oddający wrażenia z gry, więcej pamięci, ulepszone głośniki i stylowa podkładka. Nowa konsola japońskiego producenta może się podobać. Szkoda, że wnętrze jest na tych samych podzespołach co starszy brat, jednak wydaje mi się, że doczekamy się potężniejszego wariantu.

Więc co do mojego roku z Nintendo, to tak. Mam na niej więcej ogranych godzin niż na PlayStation i Xboxie łącznie. Czuję, że ciężko będzie ten fakt zmienić. Kto by pomyślał… Pewnie Nintendo kojarzy Wam się z Mario, Zeldą i Pokemonami. Nic w tym dziwnego, bo sama przymierzam się do najnowszych Pokemonów, jednak w bardziej wymagające gry też możecie na niej zagrać. No a żeby było ciekawiej – konsola da radę! Zbliża się Wielkanoc, więc kto wie, czy Zajączek nie położy Wam pudełka z konsolą pod łóżkiem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.