Endzone – A World Apart: Survivor Edition | recenzja

Fani city-builderów będą w niebie, kiedy będą mieli okazję zagrać w Endzone – A World Apart: Survivor Edition. By tego było mało, nie brakuje w nim elementów survivalu i wciągającej rozgrywki. Jak prezentuje się tytuł na konsoli PlayStation 5? Bardzo dobrze. Więcej dowiecie się ze skromnej, ale mam nadzieję wystarczająco treściwej recenzji.


Endzone – A World Apart: Survivor Edition stawia na barkach graczy niezwykle odpowiedzialne zadanie. Jest nim odbudowanie cywilizacji i zarządzanie dobrobytem ostatniej ludzkiej osady na planecie. Wśród powierzonych im obowiązków znajdzie się m.in. budowanie struktur mieszkalnych czy też tworzenie sprawnego systemu elektrycznego. Oprócz tego będą musieli utrzymywać stabilne zapasy wody i żywności. To jednak tylko nieliczne z cennych zasobów niezbędnych do utrzymania dobrze prosperującego społeczeństwa. W przeciwieństwie do podobnych tytułów z tego gatunku, w Endzone gracze nie walczą z upiornymi ghulami i napromieniowanymi potworami. Ich przeciwnikami będzie brutalna natura. Silna na tyle, by zniszczyć osadę w ciągu jednej burzy lub zakopać ją pod gorącymi piaskami w trakcie suszy. Premiera tytułu na konsolach PlayStation 5 miała miejsce 19 maja 2022.

Budujemy mosty!

No akurat nie o mosty tutaj chodzi. W pierwszej kolejności musimy poznać historię, w której się znajdujemy. Jesteśmy odpowiedzialni za ostatnią istniejącą społeczność ludzi, którzy jako pierwsi wyszli na powierzchnię Ziemi. Na dodatek spędziwszy ostatnie 150 lat w podziemnych bunkrach, ponieważ jakaś straszna apokalipsa zniszczyła świat. Naszym zadaniem jest jego „jako takie” odbudowanie z ich pomocą. Wszystko startuje w cieniu mizernego kampera, w którym gromadzimy surowce. Tworzymy wokół niego tak naprawdę całą cywilizację. Ktoś umrze, narodzi się dziecko, pojawi się swego rodzaju niebezpieczeństwo i… jakoś to będzie!

Troszkę nudny początek

W tego typu grach chyba tak bywa. Na samym początku niewiele się dzieje, bo niewiele mamy do dyspozycji. Samouczek prowadzi nas przez nawigację po rozbudowanym menu i wielu możliwościach, które pojawią się wraz z postępami w grze. Do swojej dyspozycji otrzymujemy kilka osób, o które musimy zadbać. Zatem dajemy im źródło pożywienia poprzez budowanie np. domu myśliwego. Coraz większą kolonię osób (rozmnażanie jest oczywiście naturalne) trzeba przygotować do panujących warunków. Dzieciom budujemy szkołę, by te mogły się szybko kształcić. W otoczeniu wzrasta radioaktywność, więc co jakiś czas naszych ocalałych nawiedzają kwaśne deszcze i dziwne burze piaskowe. Muszą mieć schronienie i możliwość przetrwania. By dodać nieco pikanterii, ile dostępnych przycisków na padzie z PlayStation 5, tyle opcji poruszania się po świecie i menu.

No i tak sobie zarządzamy

To nieco takie wirtualne bycie Bogiem i patrzenie, jak podopieczni radzą sobie z przeciwnościami natury. W Endzone – A World Apart: Survivor Edition wraz z postępami w grze rozbudowujemy naszą cywilizację o kolejne bardziej zaawansowane budowle. Nawet w pewnym momencie będziemy przyznawać poszczególnym postaciom zadania do wykonania – niczym Szef wszystkich Szefów. Problem zaczyna się pojawiać dopiero wtedy, kiedy z osady mającej kilkadziesiąt osób, robi się ich kilkaset. Ja mam problem ogarnąć coś za trzy osoby, a przydzielenie aż tylu zadań na tyle głów to dopiero sztuka! Wymaga ona pełnego skupienia i umiejętności mikrozarządzania. Ponadto gra mimo opcji przyspieszenia czasu, jest produkcją dla cierpliwych graczy.

Poziomy trudności

Wraz ze startem gry otrzymujemy już kilka gotowych ustawień. Twórcy Endzone – A World Apart: Survivor Edition postanowili jednak pozwolić graczom na jego konfigurację. Sami możemy zdecydować o częstotliwości pojawiania się zjawisk niebezpiecznych dla naszych osadników, a nawet o ich mocy. Czapki z głów dla tych, którzy w grę zagrali na najwyższym poziomie trudności. Trzeba dobrze rozplanować swoją rozgrywkę. W końcu wysyłamy niektórych z naszych osadników na ekspedycję po pozostałościach świata sprzed tragedii. Znajdą się też grupy bandytów, które będą czyhać na to, by pozbyć się innych zamieszkałych Nową Ziemię. Dzieje się naprawdę wiele!

Graficznie jest bardzo przyjemnie

Od strony graficznej gra może się podobać. Całość jest bardzo ponura – jak na postapokaliptyczny świat przystało. Nie znajdziemy tu wielu żywych kolorów i dobrego oświetlenia. Czeka nas ciemna, wręcz brudna wizja uszkodzonego wcześniej świata, który próbuje wstać na nogi. Budynki i pozostałe obiekty dostępne na planszy są bardzo szczegółowe, więc graficznie Endzone – A World Apart: Survivor Edition prezentuje się bardzo dobrze. Na samą ścieżkę dźwiękową nie zwróciłam uwagi, nie przepadam za tym, kiedy coś gra w tle, więc najczęściej wyłączałam. Wiem jedynie, że odgłosy zwierząt są obecne podczas rozgrywki, a to nadaje jeszcze lepszego klimatu i sprawi, że gra pochłonie Was na wiele długich godzin.

Podsumowanie Endzone – A World Apart: Survivor Edition

City-buildery to niestety nie moja bajka, ja nawet nigdy nie miałam okazji zagrać w Simsy. Tytuł ten wyszedł spod skrzydeł twórców Gentlymad Studios oraz Assemble Entertainment. Doskonale wkomponuje się on w wymagania osób uwielbiających gry postapokaliptyczne. Gra jest bardzo mocno rozbudowana. Oprócz wątku głównego możemy wziąć udział w ponad 90 misjach pobocznych, zaspokajających potrzeby naszych mieszkańców. Wysyłamy zwiadowców z naszej osady na wyprawy, z których mogą nie wrócić. Co jakiś czas matka natura pokazuje swoją moc, a my – musimy walczyć razem z ocalałymi o przetrwanie. Jeżeli klimat postapo oraz rozbudowywanie społeczności to dokładnie to, czego szukacie – będziecie w pełni usatysfakcjonowani.

Dziękujemy firmie better. gaming agency za dostarczenie kodu recenzenckiego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.