Call of Duty: Vanguard – wrażenia z bety

W minione weekendy trwały testy beta dla nowego Call of Duty: Vanguard, która ukaże się w pełnej wersji 5 listopada 2021. Jako pierwsi dostęp do bety otrzymali gracze PlayStation. Odbywało się to w dniach 10-13 września. Już 16-17 września swój dostęp otrzymali gracze Xbox i Battle.net. 18-20 września otwarta beta była dostępna dla wszystkich platform. 


Moje wrażenia z gry 

Nie oczekiwałam zbyt wiele, może dlatego, że spodziewałam się braku wielkiego boom. Nowy Call of Duty: Vanguard ma powstać na silniku Modern Warfare z 2019 roku. Pomyślałam sobie, że to dobrze, skoro to silnik mojej ulubionej gry. Po rozegraniu kilku meczów stwierdzałam, że coś jest nie tak. Odczułam, że jest to mieszanka silników Modern Warfare z Black Ops Cold War.  Wiem, że była to beta i do dnia światowej premiery będą jeszcze wprowadzane poprawki, natomiast pewien niesmak pozostał. Grało się dobrze, jednak były momenty, które sprawiały, że miałam już dość.

Podczas rozgrywki sieciowej nadmiar dymu, rozbłysków oraz efektów potrafił czasem przeszkadzać. Wrogowie mają nad sobą litery w kolorze czerwonym ze swoimi nickami. Podczas meczu ciężko je dojrzeć. Dobrze, że został wyłączony ogień przyjacielski, bowiem bez wyrzutów sumienia można wypruć całą serię podczas ataku.

Grafika i dźwięk

Graficznie gra prezentuje się gorzej od Modern Warfare i bliżej jej do Cold War. Mimo świadomości, że to beta, pierwsze wrażenie jest jednak najważniejsze, prawda? Na dźwięk też mogę ponarzekać. Miałam wrażenie, że słuchawki się popsuły, bo nic nie słyszałam. Pomimo dobrego sprzętu słuchawkowego nie byłam w stanie usłyszeć, że wróg jest obok lub właśnie obok mnie przebiega. Wiele razy ustawiałam dźwięki w grze, by było idealnie, jednak ta sztuka się mi nie udała. Bardzo denerwował mnie także narrator, którego w połowie pierwszego meczu musiałam wyciszyć.

Tempo walki

Podczas testów beta, mieliśmy do przetestowania tryby: Deatmatch Drużynowy, Dominacja oraz Zabójstwo Potwierdzone. W przyszłości ma się jeszcze pojawić Patrol. Zagrać mogliśmy na mapach Hotel Rayal, Red Star ora Gavutu.

A co znajdziemy u Rusznikarza?

Całkiem ciekawe rzeczy. U Rusznikarza możemy wyposażyć się w uzbrojenie oraz stworzyć swoją klasę. Znajdziemy tysiące nowych możliwości, a nawet będziemy mogli ustawić aż 10 dodatków do niektórych broni. Ten pomysł bardzo mi się podoba, bo będziemy mogli kombinować z dodatkami tak, by nasza broń była idealna, mocna i niepowtarzalna.

Atuty

Atuty? Czemu nie, będą pojawiać się u operatora, jak i w broni. Co niektóre będą wpływać na technikę poruszania się oraz strzelania. Przykładem może być atut Lekkość, który pozwala na zwiększenie prędkości, a także Taktycznego Sprintu, który pozwala operatorowi strzelać podczas sprintu. Sprytnie.

Broń

Oczywiście do dyspozycji mamy kilka klas. Od Pistoletów Maszynowych po Karabiny Snajperskie. Osobiście najlepiej grało mi się korzystając z M1928 (pistolet maszynowy) oraz STG44 (karabin szturmowy).

Małe przemówienie

Jestem wielką fanką Call of Duty. Codziennie gram po kilka godzin w Modern Wafare z 2019 roku. Kiedy pojawiła się odsłona Black Ops Cold War niestety, moje podejście do serii lekko się zmieniło. Jeżeli chodzi o Call of Duty: Vanguard, z zakupem w dniu premiery się wstrzymam. Będę polować na dobrą promocję, żeby, być może, wejść w jej posiadanie. Beta mnie nie usatysfakcjonowała. Na bank wierny fan Call of Duty będzie się cieszył, że światło dzienne ujrzy kolejna częśc a ponownie zmieniony Verdańsk jak i postacie z trzech różnych części będą w jednej grze razem. Wyobrażacie sobie Marę (MW 2019), która biegnie z MP5, a obok niej znajdzie się postać z Vanguarda? Ja nie. Moim zdaniem powinni oddzielić nową część od tych pozostałych.

Mimo wszystko życzę Wam przyjemnej rozgrywki z nowym Call of Duty: Vanguard.
Do boju!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.