Isaiah Rustad

Nie, nikt nam internetu nie ocenzuruje

Ocenzurują nam internet? Tym żyje świat internetu w związku z głosowaniem nad dyrektywą nazywaną „ACTA2”.

Z tą cenzurą to może tak nie do końca, ale czy mamy się o co bać?

I tak i nie. Po wyłączeniu Wikipedii (swoją drogą, dobrze że rok szkolny się skończył, bo jak dzieciaki miałyby odrobić teraz lekcje?), o czym możecie przeczytać tu, tak naprawdę rozpoczęła się dyskusja i panika. Czy słuszna panika? Komisja Europejska postanowiła zreformować zapis o prawie autorskim. Teoretycznie ma on dać większe pole manewru twórcom internetowym w zakresie walki i egzekwowania praw autorskich.

Sama dyrektywa ma 36 stron i sądzimy, że mało kto ją w ogóle przeczytał. Jednak jeśli chcemy dyskutować o punktach, które obecnie rozgrzały internautów, uważamy, że należy się z nimi zapoznać.

Artykuł 13

Korzystanie z treści chronionych przez dostawców usług społeczeństwa informacyjnego polegających na przechowywaniu i zapewnianiu publicznego dostępu do dużej liczby utworów i innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez użytkowników

  1. Dostawcy usług społeczeństwa informacyjnego, którzy przechowują i zapewniają publiczny dostęp do dużej liczby utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zamieszczanych przez swoich użytkowników, we współpracy z podmiotami praw podejmują środki w celu zapewnienia funkcjonowania umów zawieranych z podmiotami praw o korzystanie z ich utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną bądź w celu zapobiegania dostępności w swoich serwisach utworów lub innych przedmiotów objętych ochroną zidentyfikowanych przez podmioty praw w toku współpracy z dostawcami usług. Środki te, takie jak stosowanie skutecznych technologii rozpoznawania treści, muszą być odpowiednie i proporcjonalne. Dostawcy usług przekazują podmiotom praw adekwatne informacje na temat funkcjonowania i wdrażania środków, a także, w stosownych przypadkach, adekwatne sprawozdania na temat rozpoznawania utworów i innych przedmiotów objętych ochroną oraz korzystania z nich.
  2. Państwa członkowskie zapewniają wdrożenie przez dostawców usług, o których mowa w ust. 1, mechanizmów składania skarg i dochodzenia roszczeń, które są dostępne dla użytkowników w przypadku sporów dotyczących stosowania środków, o których mowa w ust. 1.
  3. W stosownych przypadkach państwa członkowskie ułatwiają współpracę między dostawcami usług społeczeństwa informacyjnego a podmiotami praw poprzez dialog zainteresowanych stron w celu określenia najlepszych praktyk, takich jak odpowiednie i proporcjonalne technologie rozpoznawania treści, biorąc pod uwagę m.in. charakter usług, dostępność technologii i ich skuteczność w świetle rozwoju technologii.

Czyli właściwie co to znaczy?

Tak naprawdę, chyba nie do końca wiemy, bo nie jest to doprecyzowane.

Przecież jak nagram sobie teraz film na YouTube, a w tle będzie leciał przebój Beyoncé, to mój film zostanie skasowany, a Beyoncé nie dowie się, że naruszyłam jej prawa autorskie. Czy po wprowadzeniu tej dyrektywy YouTube zostanie jednak zmuszony, aby moją twórczość usunąć, a biedną Beyoncé dodatkowo powiadomić o tym, jaka zła jestem? Tego nie wiemy, nie wiemy też jak rygorystyczne będą algorytmy, których zadaniem będzie znaleźć miejsce łamania praw autorskich. Celowo zapis o środkach technologii, które mają to robić, został pogrubiony. Niestety samo „odpowiednie i proporcjonalne” nic nikomu nie mówi i prawdopodobnie przez to właśnie pojawia się masa fake newsów. Nie wiemy, jak dokładnie to interpretować, jak to będzie wyglądać i w jakim zakresie będzie „odpowiednie i proporcjonalne”, dlatego sobie dopowiadamy i zakładamy najczarniejsze scenariusze.

Artykuł 11

Ochrona publikacji prasowych w zakresie cyfrowych sposobów korzystania

  1. Państwa członkowskie zapewniają wydawcom publikacji prasowych prawa przewidziane w art. 2 i art. 3 ust. 2 dyrektywy 2001/29/WE w zakresie cyfrowych sposobów korzystania z ich publikacji prasowych.
  2. Prawa, o których mowa w ust. 1, nie naruszają jakichkolwiek przewidzianych w prawie Unii praw autorów i innych podmiotów praw w odniesieniu do utworów i innych przedmiotów objętych ochroną zawartych w publikacji prasowej, i nie mają na te prawa żadnego wpływu. Na prawa te nie można się powoływać przeciwko autorom i innym podmiotom praw, a w szczególności na ich podstawie nie można pozbawiać autorów i innych podmiotów praw ich prawa do eksploatacji swoich utworów i innych przedmiotów objętych ochroną niezależnie od publikacji prasowej, w skład której wchodzą te utwory lub przedmioty.
  3. W odniesieniu do praw określonych w ust. 1 stosuje się odpowiednio art. 5–8 dyrektywy 2001/29/WE i dyrektywy 2012/28/UE.
  4. Prawa, o których mowa w ust. 1, wygasają 20 lat po opublikowaniu danej publikacji prasowej. Termin ten liczy się od dnia pierwszego stycznia roku następującego po dacie opublikowania.

Artykuł ten nie jest niczym innym, jak rozszerzeniem praw autorskich twórców, co zresztą zostało wprowadzone już w Hiszpanii i Niemczech.

Komisja Europejska w Polsce na swoim facebookowym profilu starała się to wszystko zabawnie wytłumaczyć. O, tutaj. Najważniejsze – memy są bezpieczne. Super, ale nadal nie wiemy, do jakiego stopnia będzie kontrolowane udostępnianie utworów chronionych prawem autorskim. Bezpieczne też będzie wysłanie koledze czy koleżance linku do przeboju Beyoncé, nie trzeba będzie za to płacić – wbrew histerycznym doniesieniom.

Te dwa artykuły mają dać twórcom i prasie szansę na walkę z nielegalnym kopiowaniem treści, za które normalnie trzeba zapłacić – takich jak filmy kinowe, albumy Waszych ulubionych muzyków, audiobooki czy artykuły w płatnych wydaniach gazet.

Rozumiemy to zatem tak: Beyoncé ma prawa do swojego dzieła, które jest publikowane na podstawie umowy na YouTubie. Następnie Patrycja pobiera to dzieło z YT. Wstawia na swój serwer i udostępnia na jakiejś stronie internetowej. Następnie Beyoncé pisze do Patrycji, że „Halo halo, nie mamy koleżanko umowy”. A co na to Patrycja? Że przecież mają obie umowę z YT – i Beyoncé, i Patrycja, która stamtąd pobrała dzieło. Jednak to Beyoncé nadal ma prawa do utworu, zgodnie z dyrektywą EU, i to Beyoncé może nim zarządzać, a pobranie z YT nie oznacza przeniesienia praw, które ma YT do dzieła Beyoncé na Patrycję.

Każdorazowe modyfikacje prawa autorskiego i praw zależnych powodują duże poruszenie społeczne, zauważyliście to? I jest nam naprawdę smutno, bo faktycznie jest to prawo, które w zamyśle ma zagwarantować twórcom, czyli nota bene, naprawdę najbiedniejszym ludziom wśród najlepiej wykształconych, dostęp do możliwości egzekwowania wynagrodzenia za twórczość.

źródło: Wikipedia

Trochę dziwne wydaje nam się też to, że „cała awantura” weszła w inny wymiar dopiero po publikacji oświadczenia przez wikipedystów i zamknięciu Wikipedii. Piszą o ograniczeniach, filtrach i restrykcjach, a tak naprawdę czy nie jest to interpretacja na wyrost? Cała dyrektywa jak dla nas nie jest złym pomysłem, ale uważamy, że powinna zostać przed zatwierdzeniem jej solidnie dopracowana.

Ludzie kochają wyolbrzymiać i interpretować fakty po swojemu. Czytają nagłówki, nie czytając treści. Po jakimś czasie i kolejnym przeinaczeniu, wychodzą takie właśnie kwiatki, jak ten powyżej. Powielane są przez kolejnych i kolejnych ludzi, piszą o tym mniejsze i większe serwisy, bo każdy przecież ma coś do powiedzenia. Wszystko mogłoby rozgrywać się inaczej, gdyby odpowiednie wiarygodne źródła, same wypowiadały się ludzkim językiem, o tym, co będzie się działo. Bo zduszanie fake news po tygodniach od wybuchu, jest jak musztarda po obiedzie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

GdaAnka pisze:

Warto tez w tej dyskusji posłuchać co maja do powiedzenia twórcy, bo chyba ich zdanie ma chyba większe znaczenie (przynajmniej dla mnie) niż nas użytkowników. Podejście „zabiorą mi memy, jestem pokrzywdzony” jest bardzo egoistyczne. Szanujmy się w Internecie i nie patrzmy tylko z perspektywy swojego fotela.

Ania Gabryś pisze:

Twórcy dość jednoznacznie się wypowiadają: dyrektywa chroni ich prawa w większym stopniu niż dotychczasowa.

Ania pisze:

Niezależnie co ma wejść, to jest istny dramat i mam wrażenie, że czytanie ze zrozumieniem w narodzie zanika. Ewentualnie czytanie z więcej niż jednego źródła to jakiś większy kłopot. O ile żarty z RODO jeszcze bawiły, tak wiadomości o „cenzurze internetu” były żenujące

Ania Gabryś pisze:

Wiadomości o „cenzurze internetu”, potwierdzam, niestety, żenada i sępienie klików 🙁